"Helska Tawerena" http://hela.com.pl zdecydowała upublicznić poniższą relacje, gdyż jest to bezcenny dokument naocznego świadka naszej historii i wart jest tego, aby sie z nim zapoznało jak najszersze grono czytelników.
Przypisy w nawiasach {...} pochodzą od autora Helskiej Tawerny.


St.bosman Mar.Woj.1939 r. - Ludwik Teofil Wilczyński

2 Morski Dywizjon Artylerii Przeciwlotniczej Hel

Relacja

Z dniem 15.09.1934 r. rozkazem MS Wojsk. zostałem przeniesiony macierzyście z 6 Dyonu Artylerii Przeciwlotniczej we Lwowie, do Morskiego Dyonu Artylerii Przeciwlotniczej w Gdyni, z przeznaczeniem do Oddziału Wartowniczego na Helu, przemianowanego z wiosną 1935 r. na Baterię Kadrową II MDAPL a na Jesieni tego samego roku na 2 Morski Dywizjon Artylerii Przeciwlotniczej.

Dowództwo Morskiego Dyonu Artylerii Przeciwlotniczej w Gdyni, mieściło się w tym czasie przy ul. 10 Lutego w budynku - obecnie nr 29a.

Dowódcą Dywizjonu w chwili mego przybycia do Gdyni był ppłk Przybytko Leon, w późniejszych latach mjr Królikowski, a od 1938 r. z chwilą przejścia Morskich Dyonów Artylerii Przeciwlotniczej z wojska lądowego w skład Marynarki Wojennej - kmdr por. Jabłoński (żyje pracuje w Ministerstwie Żeglugi w Warszawie), który dowodził tym dywizjonem do chwili upadku Oksywia tj. do dnia 19.09.1939 r.

Kwatermistrzem Morskiego Dywizjonu Artylerii Przeciwlotniczej w Gdyni był w latach 1934-1935 kpt. art. Krzywobłocki Stanisław (żyje, mieszka w Gdyni u kmdr. Zaborskiego Ludwika) i później kpt. a następnie major Przewoski (zmarł w Gdyni w 1958r.) oficerem materiałowym w Dyonie był por. później kpt. Domalski, a oficeren Płatnikiem Dyonu kpt. Olkiewicz. Nazwisk pozostałych oficerów z D-twa MDAPL w Gdyni nie pamiętam.

W Dowództwie MDAPL w Gdyni pracowali w tym czasie podoficerowie zaw.:

Nazwisk pozostałych podoficerów z D-ctwa MDAPL w Gdyni nie pamiętam.

W skład Morskiego Dywizjonu Art. Plot. w Gdyni wchodziły 4 stałe dwudziałowe baterie przeciwlotnicze wyposażone w 75 mm francuskie półautomatyczne armaty uniwersalne na podstawach morskich, o zasięgu poziomym ok. 16000 m zmniejszającym się w zależności od pułapu strzelania, który maksymalnie wynosił ok. 5000 m. a to:

oraz:

Z nazwisk ówczesnych podoficerów liniowych MDAPL w Gdyni pamiętam jedynie st. ogn. zaw. Widawskiego, st. ogn. Jaranowskiego (obecnie pracuje w PP Żegluga Gdańska przy nabrzeżu Pomorskim w Gdyni), ogn. zaw. Rożnawskiego Władysława (obecnie ofic. Mar. Woj. OSSM Ustka) plut. Gałuszewskiego Jana (obecnie ofic. Mar. Woj.) i kpr. Wica (obecnie st. bosman Jedn. Nadbrz. Mar. Woj.).

Po zameldowaniu się u Dcy MDAPL w Gdyni, zostałem wyznaczony na stanowisko podoficera gospodarczego Oddziału Wartowniczego na Helu z zadaniem przygotowania kwater, sprzętu i zaopatrzenia d1a przyszłego Dyonu.

Półwysep Hel jest silnie wydłużonym pasem terenu Wybrzeża morskiego, rozciągającym się od od 54°47' szerokości geograficznej północnej i 18°25' długości geograficznej wschodniej do 54° szerokości geograficznej północnej i 18°49' długości geograficznej wschodniej.

Począwszy od m. WŁADYSŁAWOWO półwysep wrzyna się głęboko w Zatokę w kierunku południowo-wschodnim, zamykając Zatokę Pucką na długości 35 km. Szerokość półwyspu waha się w granicach od 200 do 2800 m, przy czym szerszy odcinek znajduje się w części południowo-wschodniej od m. JURATA (1/3 długości półwyspu).

Teren półwyspu nizinny, na ogół silnie pofałdowany. Wysokości rzadko przekraczają 20 m npm. Gleba piaszczysta pod poszyciem roślinnym a pasach przybrzeżnych, od strony pełnego morza, przeważnie wydmy bez poszycia roślinnego.

Poszycie w przeważnej części stanowi las sosnowy wysokopienny, lub karłowaty, miejscami kosodrzewina i roślinność wydmowa.

Nizinny charakter terenu i obecność wód gruntowych, uniemożliwiał budowę obiektów podziemnych głęboko posadowionych.

Natomiast z uwagi na silne pofałdowanie terenu szeroko była stosowana budowa obiektów wkopanych w ziemię w licznych pagórkach.

Konfiguracja tarenu, ze względu na potrzebę maskowania obiektów była bardzo korzystna. Linie brzegowe słabo rozwinięte. Brzeg płaski, dogodny do lądowania, szczególnie od strony morza w południowo-wschodniej części półwyspu.

Komendantem Półwyspu Hel był w tym czasie por. mar. Mizgalski Karol, a jego zastępcą ppor. mar. Korsak.

Oddział Wartowniczy na Helu zakwaterowany był w budynku willowym „Jantarowa-Hecza” dzierżawionym a następnie wykupionym przez Kwaterunek Wojskowy od Związku Nauczycielstwa Szkół Wyższych. Budynek mieścił się w lesie, przy drodze wiodącej z Kolonii Rybackiej do portu wojennego Hel. (Koszary 218, siedziba Komendy Półwyspu Hel, od r. 1935 siedziba dowództwa Dyonu Artylerii Nadbrzeżnej i dowództwa Rejonu Umocnionego Hel, obecnie BOWR)

II piętro tego budynku zajmował Oddział Wartowniczy, na I piętrze mieściła się Komenda Półwyspu Hel, a na parterze Pluton gospodarczy, wartowniczy i łączności Komendy Półwyspu Hel oraz pomieszczenia dalekopisu i magazyny.

Obok w małym baraku murowanym mieścił się agregat służący do oświetlenia budynku, ładowania akumulatorów i pompowania wody do zbiornika oraz kuchnia żołnierska, prowadzona wspólnie dla obydwu oddziałów przez P1uton Gospodarczy Komendy Półwyspu Hel. (Żywnościowym był bosmanmat zaw. Opiela Jan, obecnie chorąży rez.).

Oprócz zajmowanych pomieszczeń koszarowych, Oddział Wartowniczy na Helu dysponował drewnianym budynkiem gospodarczym (willa „Darzbor”), położonym w pobliżu koszar, w którym mieściła się garnizonowa izba chorych, a pozostałe pomieszczenia przeznaczone były na tymczasowe magazyny różnorodnego sprzętu.

Dowódcą Oddziału Wartowniczego na Helu był początkowo por.art. Zdun Jan a później, w okresie zimowym por. Winiarski obydwaj z MDAPL w Gdyni.

Szefem Oddziału Wartowniczego był ogniomistrz zaw. Pigla Wojciech, podoficerem gospodarczym został autor {st.bosman Ludwik Wilczyński}, puszkarzem był kpr. zaw. Fałat Władysław, a dowódcami drużyn i działonowymi kaprale: Górski, Mrożewski, Laskowski, Kopolski, którzy w późniejszym czasie zostali mianowani podof. zawodowymi, oraz bombardierzy służby czynnej, których nazwisk nie pamiętam.

Stan oddziału wynosił: 1 ofic. 3 podofic. zaw. 4 podofic. sł. czynnej i około 80 bombardierów i kanonierów. Uzbrojenie: ofic. i podofic. zaw. pistolety własne i kordziki, pozostali – rewolwery francuskie dla dców drużyn i wart, kbk „Mauzer”, bagnety Niezależnie od uzbrojenia osobistego Oddział Wartowniczy wyposażony był w 2 CKM „Maksima".

Zadaniem Oddziału Wartowniczego na Helu, było pełnienie Ochronnej służby wartowniczej na wybudowanych już w tym czasie stanowiskach ogniowych trzech stałych dwudziałowych baterii przeciwlotniczych, wyposażonych w 75 mm półautomatyczne uniwersalne armaty francuskie na podstawach morskich (zasięg poziomy ok. 16 000 m).

W chwili mego przybycia na Hel w jesieni 1934 r., Szefostwo Fortyfikacji Wybrzeża Morskiego (Szefem Fortyfikacji MW – był mjr inż. Kruszewski) kończyło budowę rozsuwanych na szynach dachów z blachy falistej nad stanowiskami dział i przeprowadzało końcowe prace maskownicze na stanowiskach ogniowych oraz wykańczało budowę ręcznych podnośników amunicyjnych w przedsionkach komór amunicyjnych znajdujących się pod stanowiskami dział.

Wietrzenie komór amunicyjnych odbywało się zawsze po zachodzie słońca, przez wyznaczonych działonowych – dowódców wart.

Baterie składające się z dwóch żelbetowych ciężkiego typu stanowisk dział, ze schronami amunicyjnymi pod każdym działem, rozmieszczone były na Helu w kształcie trójkąta a to:

21 bateria – na południowo-wschodniej części cypla półwyspu za latarnią morską Hel, przy morskiej stacji ratunkowej od strony pełnego morza

22 bateria – na wzniesieniu od strony Zatoki Puckiej, ok. 3 km na północ od portu wojennego Hel

23 bateria – na wzniesieniu od strony pełnego morza w odległości ok. 400 m na północ od latarni morskiej „Bór”, tuż przy przystanku kolejowym Bór.

Niezależnie od pełnionej służby wartowniczej i patrolowej w Oddziale Wartowniczym odbywały się codziennie zajęcia szkoleniowe, ściśle według programu zatwierdzonego przez dowódcę MDAPL w Gdyni, za wyjątkiem sobót.

Zajęcia szkoleniowe odbywały się zawsze w godzinach przedpołudniowych. Po obiedzie następowała odprawa wart i służby patrolowej z tym, że zmiana wart - następowała po pokonaniu przez nowe warty marszem pieszym odległości do stanowisk ogniowych. Najdalszą drogę do pokonania miała warta obejmująca służbę na stanowiskach 25 bat.

Kolacje i Śniadania warty zabierały ze sobą, obiady były spożywane po powrocie starych wart do koszar.

Sobota była przeznaczona na konserwację sprzętu art. czyszczenie i przegląd broni, sprzątanie koszar i pranie drelichów oraz na załatwienie spraw gospodarczych w Gdyni, skąd holownikiem (przeważnie "Lech" pod d-twem st. bosmana Sobczyka Antoniego - obecnie kmdr por. rez.) przywożono z pralni bieliznę żołnierską i pościelową, prowiant i wszelkiego rodzaju zaopatrzenie.

W tym czasie znajdowały się już na Helu, przy Komendzie Półwyspu Hel, dwa 105 mm lądowe działa greckie i dwa 105 mm lądowa działa duńskie z minimalną obsługą.

Poza tym był już zorganizowany Posterunek Żandarmerii Wojskowej, wydzielony z Morskiego Plutonu Żandarmerii Gdynia w składzie: Komendant posterunku i trzech żandarmów. Komendantem posterunku był wachmistrz żand. Rogala Stanisław (obecnie kpt. rez., mieszka w Gdyni przy ul. Świętojańskiej nad WKR). Posterunek żand. zakwaterowany był w dzierżawionym przez Kwaterunek wojskowy budynku prywatnym na Kolonii Rybackiej. (Dowódcą Plutonu Żandarmerii w Gdyni był kpt. Schaffer). Komendantem PO-Hel, przy Bocianim Gnieździe, był mat. zaw. Jarzębowicz (obecnie kpt. Portu Rybackiego Hel).

Bosmanem budującego się portu wojennego Hel był starszy bosman Balcerzak Ludwik.

Oprócz jednostek wojskowych, znajdował się na, Helu, podległy Ministerstwu Spraw Wewnętrznych, Komisariat Straży Granicznej, pod dowództwem komisarza Filipowicza, a później aspiranta Więckowskiego, zakwaterowany w budynku Straży Granicznej na Kolonii Rybackiej.

Straż Graniczna na Helu posiadała uzbrojone w CKM kutry patrolowe, przeznaczone do patrolowania wód przybrzeżnych i przeciwdziałania przemytowi, stacjonujące w porcie rybackim Hel, a to:

W jesieni 1934 r. Szefostwo Fortyfikacji Wybrzeża Morskiego rozpoczęło prace przy budowie czterech żelbetowych, ciężkiego typu stanowisk ognowych ze schronami amunicyjnymi pod każdym stanowiskiem, zapasowego schronu amunicyjnego, oraz budynków koszarowego i gospodarczego, dla przyszłej baterii artylerii nadbrzeżnej na cyplu półwyspu Hel.

Jednocześnie prowadzone były prace końcowe przy budowie kompleksu magazynów amunicyjnych, położonych w lesie na północ od portu wojennego, składających się z kilku żelbetowych (10), osypanych ziemią i dobrze zamaskowanych roślinnością i sztucznymi drzewkami schronów amunicyjnych, schronu do sortowania amunicji i kilku (4) żelbetowych schronów magazynowych dla torped, oraz czterech schronów minowych.

Prowadzone były również prace przy budowie portu wojennego na Helu, a zwłaszcza przy pogłębianiu basenu portowego, które prowadziła jedna z firm Holenderskich, oraz przy rozbudowie sieci kolejki wąskotorowej, która dochodziła do wszystkich schronów, za wyjątkiem znajdujących się na stromym wzniesieniu stanowisk 23 baterii.

Późną jesienią 1934 r. rozpoczęto również budowę parterowych budynków koszarowych i gospodarczych oraz studzien dla:

Budowa budynku koszarowego i gospodarczego oraz studni dla 21 baterii, została rozpoczęta dopiero na wiosnę 1935 r. w lesie, naprzeciw istniejącego do dziś obserwatorium meteorologicznego ok. 200 m na północ od latarni morskiej Hel.

W drugiej połowie miesiąca marca 1935 r. Oddział Wartowniczy MDAPL na Helu został przemianowany na Baterię Kadrową II MDAPL.

Na stanowisko dowódcy baterii kadrowej został wyznaczony por. Grabski Józef a por. Winiarski odszedł do MDAPL w Gdyni.

Również i w Komendzie Półwyspu Hel nastąpiły zmiany, bo Komendantem Półwyspu Hel, po powrocie z kursu zagranicą, został kpt. mar. Mańkowski Bohdan, a por. mar. Mizgalski Karol odszedł do Gdyni.

Na pomieszczenie dowództwa przyszłego dywizjonu artylerii przeciwlotniczej, Kwaterunek Wojskowy wydzierżawił prywatny budynek na Kolonii Rybackiej, należący do st. sierżanta Hirscha z Szefostwa Fortyfikacji, do którego zostało przeniesione dowództwo baterii kadrowej II MDAPL, a nieco później, na pomieszczenie przyszłego plutonu gospodarczego, tymczasowego kasyna oficerskiego i magazynu mundurowego – budynek prywatny należący do ob. Lewandowskiego, położony naprzeciw budynku przeznaczonego na pomieszczenia dowództwa dyonu.

W początkach maja 1935 r. przybyła z Gdyni na Hel zbierana kompania artylerii nadbrzeżnej, pod dowództwem ppor. mar. Trzcińskiego. Szefem kompanii został bosman zaw. Slozowski Maksymilian (obecnie oficer Mar. Woj.), z Komendy Półwyspu Hel.

Działonowymi i instruktorami tej kompanii byli: bosman tyt. zaw. Ficek Zdzisław (nie żyje), bosmanmat zaw. Gaweł Paweł (obecnie mieszka na Helu), bosmanmat Pawlikowski (obecnie mieszka ofic. rez., pracuje w Kapitanacie Portu Gdańsk),  bosmanmat Ustiak, mat Kałużyński, mat Herman, mat Kulik, mat Zwolenkiewicz, mat Lenartowicz (obecnie st. bosman), mat Schramka (obecnie st. bosman), mat Kiliś z Komendy Półwyspu Hel. Podoficerem mundurowym był bosman Borowy, podoficerem sanitarnym mat, później bosmanmat Rostkowski (nie żyje), puszkarzem mat ndt. Kowalski Alfred z Komendy Półwyspu Hel. Pozostałych nazwisk i stanu ilościowego tej kompanii nie znam.

W dniu 12 maja 1935 r. z powodu zgonu Ministra Spraw Wojskowych marszałka Piłsudskiego i w dniu jego pogrzebu, odbyły się na Helu uroczystości żałobne i akademie, z których jedna odbyła się pod latarnią morską Hel.

W drugiej połowie maja 1935 r., miał miejsce na Helu nieszczęśliwy wypadek, gdzie jeden z marynarzy kompanii artylerii nadbrzeżnej, postrzelił przypadkowo ppor. mar. Trzcińskiego, raniąc go w rękę, którą musiano amputować. Marynarz popełnił samobójstwo. Szczegółów wypadku nie znam.

W tym czasie zaczęli przybywać do baterii kadrowej II MDAPL dalsi podoficerowie a to:

Bateria Kadrowa otrzymała jeden motocykl terenowy z koszem (CWS), zabrany później do RU oraz konie taborowe i wierzchowe dla przyszłych dowódców baterii, dowódcy dywizjonu i luzaka. Konie te umieszczone w prowizorycznej stajni baraku, niedaleko koszar 218, gdzie jednocześnie pomieszczono konie wierzchowe i taborowe przyszłego DAN.

W tym okresie został sformowany na Helu Dywizjon Artylerii Nadbrzeżnej w składzie:

XXXI –   bateria 4 działowa 152,4 mm w budowie na cyplu Hel pod dtwem kpt. Mańkowskiego Bohdana, oraz istniejące już uprzednio;

XXXII – bateria 2 działowa wyposażona w dwa 105 mm lądowe działa greckie na kołach, ustawione na betonowych działobitniach otoczonych niskim przedpiersiem betonowym, z dwoma schronami amunicyjnymi, w odległości około 350 m na północ od wzgórza Bocianie gniazdo;

XXXIII – bateria wyposażona w dwa 105 mm lądowe działa duńskie, ustawione na betonowych działobitniach otoczonych niskim betonowym przedpiersiem, z dwoma schronami amunicyjnymi, w odległości około 1700 m na północny zachód od Góry Szwedów.

Nazwisk dowódców baterii nie znam.

Na stanowisko dowódcy Dywizjonu Artylerii Nadbrzeżnej został wyznaczony kpt. mar. później kmdr ppor. Kukiełka Stanisław (obecnie mieszka w Gdyni przy ul. 22 lipca), który jako najstarszy oficer objął również obowiązki Komendanta Półwyspu Hel (RU). W tym czasie zapadła uchwała Rady Ministrów o RU Hel.

Kwatermistrzem DAN był początkowo kpt. Hałabura, później kpt. Hatała (obecnie pracuje w MRN w Gdyni). Oficerem materiałowym był kpt. Małecki, później ppor. mar. Syczyło. Oficerem płatnikiem był por. mar. Kowalewski. Z oficerów liniowych DAN pamiętam tylko nazwisko por. mar. Wroński, por. Hess, ppor. mar. Pitułko i chor. mar. Brychcego (zginął w 1945 r. w basenie nr 1 w Gdyni na skutek najechania na minę magnetyczną w czasie przejścia barki z Helu do Gdyni).

W lipcu 1935 r. przybyły transportem morskim na Hel, zakupione w Szwecji cztery 152,4 mm działa morskie dla stałej baterii artylerii nadbrzeżnej budowanej na cyplu. Ciągnięto je windami na wałkach z portu wojennego Hel na cypel wzdłuż wizjery lasu, w pełni sezonu na Helu na oczach letników, co z pewnością nie przyczyniło się do zachowania tajemnicy, chociaż przykryte były brezentem.

Transportował je i montował chor. mar. Lichy i bosman Gwiazda.

W baterii Kadrowej II MDAPL sformowano w tym czasie zawiązki przyszłych baterii, plutonu NKM, plutonu łączności i plutonu gospodarczego, które rozlokowano:

Gospodarczo bateria kadrowa podlegała MDAPL w Gdyni, z tym, że stan osobowy został zwiększony poborowymi wcielenia wiosennego przeszkolonymi w 3 bat. na Grabówku w Gdyni.

Duże trudności w tym okresie sprawiały kadrze zawodowej warunki mieszkaniowe na Helu, gdzie nie można było zakwaterować rodzin wojskowych. Ludność cywilna na Helu wolała wynająć mieszkanie letnikom w czasie sezonu letniego, aniżeli wynajmować je lokatorom rym bardziej, że za wynajęte mieszkanie w czasie sezonu letniego, uzyskiwała więcej dochodu aniżeli wynosił całoroczny czynsz mieszkaniowy.

Chociaż Gdynia miała ustawowy obowiązek dostarczania kwater, zakwaterowanie tylu rodzin wojskowych sprawiało jej wiele trudności również i ze względów finansowych.

Mieszkania przed wojną były stosunkowo drogi i z tego tytułu oficer czy podoficer zawodowy opłacał zasadniczo tylko 1/3 część czynszu mieszkaniowego. 1/3 część czynszu opłacał za oficera czy podoficera zaw. Kwaterunek Wojskowy, a 1/3 część czynszu opłacała gmina na której terenie znajdował się garnizon wojskowy.

Stąd też wyłoniła się konieczność budowy budynków mieszkalnych dla kadry zawodowej. Rozpoczęto je budować w 1935 r. przy drodze prowadzącej ze stacji kolejowej Hel w pobliżu kościoła rzym.-kat.

W sierpniu (dokładnej daty nie pamiętam) Bateria Kadrowa II MDAPL została przemianowana na 2 Morski Dywizjon Artylerii Przeciwlotniczej a MDAPL w Gdyni na 1 Morski Dywizjon Artylerii Przeciwlotniczej.

Na stanowisko dowódcy 2 MDAPL został wyznaczony kpt. art. później major Krzywobłocki Stanisław, dotychczasowy kwatermistrz MDAPL w Gdyni.

Jednocześnie zaczęli przybywać do 2 MDAPL oficerowie:

W jakiś czas później przybyli do 2 MDAPL na praktykę ze Szkoły Podchorążych Artylerii w Toruniu podchorążowie:
ogn. podchorąży Ponewczyński Jerzy – na stanowisko ofic. 23 baterii, ogn. podchorąży Janowski Wiktor – na stanowisko ofic. 22 baterii.

Podchorążowie ci po ukończeniu praktyki powrócili do Szkoły Podchorążych Artylerii w Toruniu, skąd po promocji w dniu 11 listopada 1935 r. w stopniach podporuczników zostali przydzieleni do swoich baterii w 2 MDAPL.

Autor {st.bosman Ludwik Wilczyński} niniejszej relacji został wyznaczony na stanowisko kierownika kancelarii Dyonu z jednoczesnym pełnieniem obowiązków podoficera mundurowego Dyonu.

W skład każdej baterii przeciwlotniczej na Helu wchodziły:

Drużyna pomiarowa do 1938 roku była wyposażona w przyrządy do prowadzenia ognia tzw. metodą przecięć równych czasów a to:

Metoda przecięć równych czasów polegała na mechanicznym rozwiązaniu zadań zmiennego trójkąta prostokątnego i zgrywania czasu lotu samolotu z czasem lotu pocisku.

Dalmierzem, obsługiwanym przez trzech ludzi obsługi, mierzono, w zależności od konstrukcji dalmierza, albo odległość rzeczywistą do celu, którą nastawiano na szybkościomierzu, albo początkową wysokość celu,  którą nastawiano na szybkościomierzu i odległościownicy, oraz określano azymut i kąta położenia celu, niezbędny przy wskazywaniu celu dla dział i szybkościomierza.

Szybkościomierz, obsługiwany przez trzech ludzi obsługi obliczał co sześć sekund szybkość celu, kąt drogi, wysokość i odległość poziomą.

Odległościownica, obsługiwana przez trzech ludzi obsługi, po nastawieniu danych otrzymanych z szybkościomierza i po zgraniu przez odległowniczego czasu lotu samolotu z czasem lotu pocisku w sekundach, określała dane do otwarcia ognia a to:

Czas martwy liczony od momentu odczytania przez obsługę szybkościomierza odległości poziomej do momentu strzału (serii) wynosił osiem sekund. Do obowiązków obsługi należało ścisłe przestrzeganie czasu martwego, gdyż w przeciwnym wypadku, w razie skrócenia czasu martwego – rozpryski układały się znacznie przed celem, a w wypadku przedłużenia czasu martwego – rozpryski układały się z tyłu za celem.

Na skutek uchwały Rady Ministrów o uznaniu Półwyspu Hel za Rejon Umocniony, Komenda Półwyspu Hel została w lecie 1935 r. przemianowana na Dowództwo Rejonu Umocnionego Hel.

Na stanowisko dowódcy Rejonu Umocnionego Hel został wyznaczony komandor Solski Eugeniusz, który przybył na Hel we wrześniu 1935 r. i zamieszkał z rodzina w willi na cyplu Hel. (Zmarł w 1937 r. w szpitalu wojskowym w Warszawie, po operacji żołądka).

Przez jakiś czas jego zastępcą był kmdr por. Hryniewiecki.

W okresie formowania Dyonu Artylerii Nadbrzeżnej, 2 Morskiego Dywizjonu Artylerii Przeciwlotniczej oraz Dowództwa RU Hel, został również sformowany na Helu Morski Pluton Żandarmerii, podległy dowódcy nowosformowanego w Gdyni Morskiego Dywizjonu Żandarmerii.

Na stanowisko dowódcy Morskiego Plutonu Żandarmerii na Helu został wyznaczony por. żand., później kapitan, Żarczyński, jego zastępcą został starszy wachmistrz żand. Mątewski, a po jego śmierci wachmistrz Rogala Stanisław (st. wachm. Mątewski zginął na skutek postrzału z rewolweru przy rozbrajaniu pijanego policjanta w czasie zabawy (Śledź) w Lwiej-Jamie urządzanej przez Kasyno Podoficerów Floty na Helu w marcu 1937 r.)

Jednocześnie została sformowana Komenda Placu Hel. Na stanowisko oficera Placu i Bezpieczeństwa Rejonu Umocnionego Hel, został wyznaczony kpt. później major Bajtlik.

Komenda Placu (garnizonu) zajmowała się wydawaniem przepustek upoważniających do wstępu na teren zamknięty Rejonu Umocnionego Hel, położony między ogrodzeniem znajdującym się w pobliżu m. Jurata i cyplem Hel, a w późniejszym okresie usuwaniem z Rejonu Umocnionego Hel niepożądanych elementów i wysiedlaniu ludności niemieckiej.

Celem odciążenia jednostek wojskowych na Helu od pełnienia służby wartowniczej przy wszystkich wejściach na teren zamknięty RU oraz przy różnego rodzaju obiektach wojskowych, za wyjątkiem stanowisk ogniowych, został zorganizowany również Pluton Wartowników cywilnych, podległych Oficerowi Placu i Bezpieczeństwa RU Hel. Komendantem Plutonu Wartowników cywilnych został ob. Toruń (rozstrzelany przez Niemców po zajęciu Helu). Posterunki przy obiektach ochranianych przez wartowników cywilnych zostały wyposażone później w etatowe psy wartownicze, które w ilości 8 szt. zostały odebrane ze Szkoły Tresury psów w Poznaniu przez autora {st.bosman Ludwik Wilczyński} i przywiezione na Hel w lecie 1936 r.

W 1935 r. Szefostwo Fortyfikacji Wybrzeża Morskiego rozpoczęło budowę dwóch żelbetowych dużych zbiorników materiałów pędnych na sąsiednim wzgórzu koło stanowisk 23 bat. w rejonie latarni morskiej „Bór” ok. 4-5 km na północ od portu wojennego Hel (jeden z tych zbiorników uległ zniszczeniu w czasie działań wojennych) i dwóch małych zbiorników materiałów pędnych w odległości ok. 800-900 m na północ od portu wojennego Hel. Jednocześnie prowadzono prace wykończeniowe przy budowie elektrowni, położonej w odległości ok. 1,5 km na północ od portu wojennego Hel, która miała zaopatrywać wszystkie obiekty wojskowe na Helu. Elektrownia została oddana do użytku w jesieni 1935 r. Rozpoczęto również prace przy budowie budynku gospodarczego i koszarowego DAN przy drodze do koszar 218 oraz pralni garnizonowej tuż za ogrodzeniem przy kolonii rybackiej i garnizonowej izby chorych.

W miesiącu wrześniu 1935 r. odbyły się na Helu pierwsze strzelania przeciwlotnicze do rękawa i odwrócone strzelanie nocne do oświetlonego samolotu, sprawdzane specjalnym przyrządem.

Na strzelaniach był obecny dowódca 11 Grupy Artylerii pułkownik Underka, któremu podlegały wszystkie dywizjony artylerii przeciwlotniczej i PAPL pod względem wyszkoleniowym.

W tym okresie sytuacja międzynarodowa uległa zaostrzeniu na skutek żądań włoskich w Afryce, zmierzających do rewizji stanu posiadania terytoriów kolonialnych, co w konsekwencji doprowadziło do wybuchu wojny włosko-abisyńskiej w początkach października 1935 r.

W końcu września 1935 r. obserwowaliśmy na Helu przelot dwóch niemieckich Sterowców (Lz-152 i Lz-154) lecących z Prus Wschodnich wzdłuż polskich wód przybrzeżnych na niskiej wysokości. Zostały one sfotografowane na Helu a fotografie osobiście doręczyłem kmdr Solskiemu. (Na Pomorzu w tym czasie odbywały się wielkie manewry naszych wojsk lądowych).

W październiku 1935 r. XXXI bateria artylerii nadbrzeżnej wykonała strzelanie techniczne. W jakiś czas później bateria ta została przemianowana na baterię artylerii nadbrzeżnej im. Kmdr Heliodora Laskowskiego.

W październiku 1935 r. wysłano z 2 MDAPL 20 kandydatów do szkoły Podoficerskiej zorganizowanej przy 1 MDAPL w Gdyni, którzy po ukończeniu kursu powrócili w marcu 1936 r. do swych pododdziałów jako instruktorzy w stopniach kaprali i bombardierów.

Na wiosnę 1936 r. zostali wcieleni do 2 MDAPL poborowi mł. rocznika, którzy po przeszkoleniu podstawowym zostali zaprzysiężeni na stanowiskach bojowych 21 baterii. (Artylerzyści składali przysięgę na działo).

W maju 1936 r. odszedł z 2 MDAPL z powrotem do d DAPL we Lwowie kpt. Gergowicz Jerzy. Obowiązki Podkwatermistrza i d-cy Plutonu Gospodarczego objął nominalnie kpt. Dziubiński Ignacy, z tym że obowiązki Podkwatermistrza pełnił faktycznie aż do maja 1939 r. autor niniejszej relacji {st.bosman Ludwik Wilczyński}.

Do Dyonu został przydzielony oficer w stopniu por. (nazwiska nie pamiętam) ale wkrótce odszedł do Flotylli Pińskiej.

W czerwcu 1936 r. przydzielono do RU Hel dwa powozy na gumach, z których jeden oddano do dyspozycji d-cy RU i d-cy DAN, a drugi do dyspozycji dcy 2 MDAPL. Konie wyjazdowe dla RU wybierał osobiście w stadninie koni remontowych w Warszawie autor niniejszej relacji {st.bosman Ludwik Wilczyński}.

W połowie lipca 1936 r. zginął w katastrofie samolotu, który wpadł do morza na redzie Gdynia, Inspektor Obrony Przeciwlotniczej Obszaru Krajowego gen. dyw. Orlicz-Dreszer wraz z adiutantem i pilotem, których nazwisk nie pamiętam.

Pogrzeb generała, w którym brałem udział jako delegat Dywizjonu, odbył się na cmentarzu na Oksywiu. Wyprowadzenie zwłok z obecnego Gmachu Oficerskiej Szkoły Mar. Woj. na Oksywiu odbyło się w obecności Prezydenta RP Mościckiego, delegacji rządu, attache wojdkowych akredytowanych w Warszawie, generalicji oraz 2 Pułku Szwoleżerów, który przybył ze Starogardu i społeczeństwa wybrzeża. Najpierw wyprowadzono zwłoki pilota i adiutanta do wagonu doczepionego do specjalnego pociągu udającego się do Warszawy, a następnie, trumnę ze zwłokami generała umieszczono na lawecie, przed którą przedefilował 2 Pułku Szwoleżerów. Na cmentarzu na oksywskim nad otwartą mogiłą przemawiali minister spraw zagranicznych Beck i gen. dyw. Wieniawa-Długoszowski.

W tym czasie sytuacja międzynarodowa uległa dalszemu zaostrzeniu na skutek wybuchu wojny domowej w Hiszpanii.

Szkoła ognia we wrześniu 1936 r. była już bardziej urozmaicona w 2 MDAPL. Odbywały się ćwiczenia OPL z udziałem MDLot i kompanii balonów zaporowych, strzelania dzienne i nocne do rękawa z udziałem morskiej Kompanii Reflektorów oraz ćwiczenia przeciwdesantowe z udziałem Floty i Batalionu Strzelców Morskich z Kadry Floty.

Na strzelaniach przeciwlotniczych był obecny nowonominowany Inspektor Obrony Przeciwlotniczej Obszaru Krajowego gen. bryg. Zając i d-ca 11 Grupy Artylerii pułkownik Underka.

W październiku 1936 r. sformowano przy plutonie NKM w koszarach 218 (Jantarowa Hecza) pierwsza Szkołę Podoficerską 2 MDAPL. Komendantem szkoły zostały kpt. Dziubiński Ignacy, dowódcami plutonów ppor. Ponewczyński Jerzy i ppor. Janowski Wiktor. Szefem szkoły został ogn. zaw. Buczek, a instruktorami: kpr. Kapelski, Laskowski, Górski i inni, których nazwisk nie pamiętam. Wykładowcami byli oficerowie dochodzący kpt. Dobrzański, por. Kieszniewski i por. Janowicz.

W budynku gospodarczym baterii nadbrzeżnej im. H. Laskowskiego została otwarta świetlica marynarska, w której odbywały się występy artystyczne i wyświetlane były filmy 2 razy w tygodniu.

Na budynku umieszczono napis Kino „DAN”. Część budynku była odgrodzona płotem od rejonu baterii tak, ze ludność cywilna mieszkająca na Helu miała swobodny dostęp do kina i świetlicy.

Na Helu w tym okresie przebywała już znaczna ilość podoficerów zawodowych i nadterminowych nie tylko z jednostek nadbrzeżnych, ale i z jednostek pływających floty, bazujących na Helu w czasie ćwiczeń.

W celu zapewnienia podoficerom godziwej rozrywki i wypoczynku po zajęciach służbowych, Kasyno Podoficerów Floty w Gdyni, otworzyło w marcu 1937 r. Filię Kasyna Podoficerów Floty na Helu.

Na pomieszczenia Kasyna został wynajęty budynek byłej restauracji „Lwia Jam.”. W kasynie mieściła się stołówka i bufet, wydzierżawiono przetargiem dzierżawcy cywilnemu, oraz pokoje gościnne dla przyjezdnych. Odbywały się tam zebrania podoficerów, czasami pogadanki oraz urządzane były zabawy i przyjęcia.

Przewodniczącym filii Kasyna Podoficerów Floty na Helu został wybrany chor. mar. Brychcy a w następnym roku autor {st.bosman Ludwik Wilczyński} . Członkami zarządu byli st. bosman Walczyński (przydzielony do DAN z MBS), bosman Borowy i bosmanmat Kawulka.

Członkowie Kasyna Podoficerów Floty, którymi z zasady byli wszyscy podoficerowie zawodowi i nadterminowi garnizonów Gdyni i Helu, opłacali niewielkie składki członkowskie oraz składki na tzw. Fundusz Odprawowy Podoficerów Floty w wysokości 5 zł. miesięcznie.

Podoficerów zawodowych i nadterminowych w obu garnizonach było ponad 800, więc Fundusz Odprawowy wzrastał miesięcznie o około 4000 złotych, nie licząc rocznego oprocentowania w banku. Zgodnie z zatwierdzonym statutem Fundusz Odprawowego, podoficer zawodowy mar. woj. zwalniany ze służby wojskowej na emeryturę, względnie przenoszony do rezerwy na skutek niezdolności do służby wojskowej, niezależnie od służbowej odprawy pieniężnej czy emerytury, otrzymywał z Fundusz Odprawowego Podoficerów Floty pewną kwotę pieniężną, która w zależności od czasokresu opłacania składek członkowskich, wynosiła maksymalnie 2000 złotych. W wypadku przeniesienia podoficera do innej jednostki, podoficer ten otrzymywał zwrot swoich wkładów pieniężnych z odpowiednim oprocentowaniem.

Jak widać z powyższego, była to poważna pomoc w urządzeniu sobie przez zwolnionego podoficera dalszego życia w cywilu.

W marcu 1937 r. odbyło się uroczyste zakończenie kursu podoficerskiego w Szkole Podoficerskiej 2 MDAPL i rozwiązanie szkoły. Absolwenci kursu powrócili do swych pododdziałów i zostali wykorzystani do szkolenia poborowych wcielenia wiosennego, którzy w tym okresie przybyli do dywizjonu.

Zaprzysiężenie poborowych, po zakończeniu szkolenia podstawowego odbyło się w kwietniu 1937 r. w ten sposób, że dywizjon udał się najpierw w szyku zwartym do kościoła na Helu, po nabożeństwie nastąpił przemarsz na stanowiska ogniowe 21 baterii gdzie w obecności dowódcy dywizjonu, poborowi zostali zaprzysiężeni.

Ze względu na konieczność zachowania tajemnicy wojskowej, nikt z osób postronnych nie mógł być wpuszczony poza ogrodzeni stanowisk baterii. Po przysiędze, w wiosce Hel odbyła się defilada dywizjonu.

W połowie miesiąca maja przybył na polskie wody nowozbudowany w stoczniach angielskich O.R.P. „Grom”, najnowocześniejszy w tym czasie kontrtorpedowiec na Bałtyku. W czerwcu 1938 r. w dniu Święta Morza, 2 Morski Dywizjon Artylerii Przeciwlotniczej na Helu, otrzymał od Ligi Morskiej i Kolonialnej, Koło Gdynia, srebrną trąbkę honorową z jedwabnym płomieniem, o zielono-żółtych barwach artylerii przeciwlotniczej.

Na trąbce wygrawerowany był cytat z przemówienia generała Orlicz-Dreszera oraz umieszczony był znak Ligi Morskiej i Kolonialnej, wykonany z dukatowego złota. Na zielonym jedwabiu płomienia. wyhaftowany był dwustronnie srebrem orzeł Jagielloński, przy czym korona, pazury i cyfry 2 Morski DAPL, haftowane były złotymi nićmi. Wewnątrz płomienia wszyty był pisany na pergaminie akt wręczenia trąbki, a brzegi płomienia obszyte były złotym frędzlami. Trąbkę wręczał w imieniu LMK ówczesny dyrektor Szkoły Morskiej w Gdyni kpt. Ż.W. Maciejewski. Od tej pory 2 MDAPL w czasie uroczystości oficjalnych, występował zawsze z pocztem honorowym. (Trąbka była przechowywana w specjalnej gablocie, w gabinecie dowódcy dywizjonu. Co się z nią stało W czasie kapitulacji Helu – nie jest mi wiadome).

Po wręczeniu trąbki honorowej odbyła się defilada dywizjonu, a później przyjęcie dla zaproszonych gości. (Oficerowie i delegacja LMK w kasynie oficerskim 2 MDAPL,  podoficerowie w Kasynie Straży Granicznej).

W drugiej połowie sierpnia 1937 r. obserwowaliśmy z Helu ORP „Grom”, „Burza” i „Wicher” idące w szyku torowym z wizytą kurtuazyjną do Tallina w Estonii i Rygi w Łotwie.

We wrześniu 1937 r. odbyły się ćwiczenia OPL całego półwyspu He1, połączone ze szkołą ognia 2 MDAPL. W ćwiczeniach brały udział jednostki garnizonu Hel, MDLot. w Pucku, Morska Kompania Reflektorów Plotn., Kompania Balonów Zaporowych, władze terenowe osiedli na półwyspie Hel i straże pożarne. W czasie szkoły ognia, wszystkie baterie 2 MDAPL wykonywały strzelania dzienne i nocne do rękawa, z tym że strzelenia nocne baterie wykonywały kolejno do oświetlonego rękawa na jednym przelocie, otwierając ogień z chwilą nadejścia samolotu w ich sektor ostrzału. Natomiast poszczególne plutony Morskiej Kompanii Reflektorów Plotn., przekazywały sobie kolejno oświetlanie celu i zapory balonowej, wystawianej na noc przez L Kompanię Balonów Zaporowych.

Jednocześnie przeprowadzane były ćwiczenia obrony Rejonu Umocnionego Hel od strony morza i ćwiczenia przaciwdesantowe z udziałem jednostek pływających Floty i Batalionu Strzelców Morskich z Kadry Floty. Na ćwiczeniach obecny był dowódca 11 Grupy Artylerii pułkownik Underka, a strzelania przeciwlotnicze inspekcjonował generał Brygady Zając.

W dniu 17 października 1937 r. brałem udział jako jeden z delegatów 2 MDAPL w uroczystości wręczenia sztandaru i 11 CKM wraz z biedkami i końmi do nich, ufundowanych przez społeczeństwo Wybrzeża 1 Morskiemu Batalionowi Strzelców w Wejherowie w obecności Ministra Spraw Wojskowych gen. dyw. Kasprzyckiego, dowódcy Floty kontradmirała Unruga i dowódcy Obrony Wybrzeża Morskiego kmdr dypl. Frankowskiego, wielu zaproszonych gości oraz licznych rzesz społeczeństwa Wybrzeża. Po nabożeństwie i wręczeniu sztandaru odbyła się defilada a po niej, wspólny obiad żołnierski na dziedzińcu koszar.

W październiku 1937 r., sformowano ponownie szkołę podoficerską 2 MDAPL przy plutonie NKM w koszarach 218. Komendantem szkoły został kpt. Kieszniewski Stanisław.

W roku tym ukończono budowę bloków mieszkalnych dla kadry zawodowej garnizonu Hel, do których sprowadziły się rodziny wojskowe i urzędników wojskowych. W jednym z tych bloków otwarto kasyno oficerskie (obecnie kasyno BOWR), przedszkole dla dzieci, prowadzone przez Koło Rodziny Wojskowej na Helu oraz sklep spółdzielczy „Społem” (obecnie WPH), którym opiekował się bosmanmat zaw. Kawulka, propagator idei spółdzielczości na Helu

W pierwszych dniach grudnia 1937 r, obserwowałem przybycie do Gdyni siostrzanego okrętu „Groma” ORP „Błyskawica”.

W końcu grudnia 1937 r. nadeszły do 2 MDAPL pilne rozkazy Dowódcy Floty w sprawie natychmiastowego opracowania planów mob. i ich części materiałowej Do pracy tej powołano wszystkich dowódców pododdziałów Dyonu i podkwatermistrza, którzy opracowywali je w wydzielonych pomieszczeniach pod nadzorem oficera mob. Praca była b. intensywna, gdyż pracowano w okresie świątecznym i po nocach, aby zdążyć z wykonaniem ich w nakazanym terminie.

W tym czasie (dokładnej daty nie pamiętam) zmarł w szpitalu wojskowym w Warszawie dowódca Rejonu Umocnionego Hel kmdr dypl. Solski Eugeniusz. W pogrzebie komandora w Warszawie brała udział delegacja oficerów i podoficerów DAN i 2 MDAPL.

Na stanowisko dowódcy Rejonu Umocnionego Hel, został wyznaczony kmdr por. Steyer Włodzimierz, popularny wśród marynarzy „Papa Steyer” znany we flocie z ciętego dowcipu. Pisał felietony i artykuły pod pseudonimem „Bruno Dzimicz” (Samotny krążownik „Przygody mata Moreli”).

W miesiącu lutym 1938 roku obydwa Morskie Dywizjony Artylerii Przeciwlotniczej a to: 1 Morski Dywizjon Artylerii Przeciwlotniczej stacjonujący w Gdyni i 2 Morski Dywizjon Artylerii Praeciwlotniczej stacjonujący na Helu, przeszły z wojska lądowego w skład marynarki wojennej. W myśl początkowych założeń kadra zawodowa tych jednostek (oficerowie i podoficerowie zawodowi wojska) miała być stopniowo wycofywana z marynarki wojennej do jednostek lądowych artylerii przeciwlotniczej wojska, w miarę napływania do tych dywizjonów wyszkolonych specjalistów marynarki wojennej. Wśród kadry zawodowej krążyła wieść, że wojsko nie chciało oddać marynarce wojennej wyszkolonych specjalistów art. plotn., których i tak było niewielu.

Nie wiem jak tam w rzeczywistości było, jednak już w końcu lutego 1938 r., zostały rozesłane do wszystkich pododdziałów 2 MDAPL, dla podoficerów zawodowych i nadterminowych, którzy wyrazili chęć pozostania w marynarce wojennej w dotychczasowych jednostkach, deklaracje do podpisu, wyrażające zgodę podof. zaw. na przeniesienie macierzyście z Wojsk Lądowych do Marynarki Wojennej. Między innymi taką deklarację podpisał w dniu 25.02.1938 r. autor {st.bosman Ludwik Wilczyński} (znajduje się ona obecnie w moich aktach personalnych).

W 2 MDAPL w międzyczasie nastąpiło zakończenie kursu podoficerskiego i rozwiązanie Szkoły Podoficerskiej, ostatniej w dziejach  2 MDAPL. Dalsi przyszli podoficerowie mieli już być szkoleni w szkole specjalistów morskich.

Poborowych wcielenia wiosennego umundurowano już w jednostce administracyjnej DAN w mundury marynarskie zgodnie z zasadami należnikowej gospodarki mundurowej.

Po zakończeniu przeszkolenia podstawowego, zostali oni po raz ostatni zaprzysiężeni na stanowiskach ogniowych 21 baterii.

Następnie poborowi mieli już przechodzić przeszkolenie podstawowe w Kadrze Floty.

W pierwszych dniach marca 1938 r. obserwowaliśmy z Helu przybycie na polskie wody terytorialne nowozbudowanego stawiacza min ORP „Gryf” największej jednostki pływającej polskiej floty wojennej.

Na arenie międzynarodowej w tym okresie narasta konflikt Niemiecko-Austryjacki (10.03) zakończony aneksją Austrii („Anschlus”), w wyniku czego nastąpiła zmiana układu sił i sytuacji w Europie oraz wzrost sił militarnych i politycznych Niemiec hitlerowskich.

Również i na granicy polsko-litewskiej padły w tym czasie strzały, które doprowadziły do znanej rezolucji (17.03.1938 r.) żądającej normalizacji stosunków polsko-litewskich.

W wyniku zmian organizacyjnych, na podstawie zarządzenia Komendy Poru Wojennego Gdynia ne 522-2/Int.Mat. z dnia 29.03.1938 r. przystąpiono w 2 MDAPL do likwidacji samodzielnej gospodarki mundurowej prowadzonej na zasadach ryczałtowych.

Likwidacji dokonała komisja z ramienia szefa Służby Intendentury, w skład której wchodził Intendent Mar. Woj. kpt. Hałabura, oficer materiałowy DAN kpt. Małecki i Podkwaternistrz 2 MDAPL a zarazem podoficer mundurowy dyonu – autor {st.bosman Ludwik Wilczyński} .

Najpierw w dniu 9.04.38 r. zlikwidowano magazyn mundurowy, w którym znajdowały się nowe komplety ubiorcze na stan całego Dywizjonu i przekazano je do magazynu mundurowego DAN, wraz z zapasami materiałów mund. Jednorazowego użytku i warsztatem szewsko-krawieckim.

W następnej kolejności przemundurowano w mundury marynarskie podoficerów i kanonierów służby zasadniczej wszystkich pododdziałów 2 MDAPL, sorty mundurowe wojska ściągnięto z pododdziałów do magazynu dyonu, przeprowadzono wybrakowanie, a pozostałe sorty przekazano komisyjnie do magazynu mundurowego jednostki administracyjnej DAN w dniu 28.04.38 r. (Ostateczne rozliczenia zostały zakończone w dniu 14.06.38 r.).

W ramach wycofywania z Marynarki Wojennej kadry zawodowej wojska, zostali przeniesieni z 2 MDAPL do jednostek lądowych artylerii przeciwlotniczej oficerowie:

  1. kpt. Czajkowski Jerzy, dotychczasowy oficer mob. Dyonu. Obowiązki ofic. mob. objął czasowo kpt. Dziubiński Ignacy. (w niedługim czas po tym, kpt. Czajkowski, przydzielony do 9 DAPL w Irenie k/Dęblina, zginął w katastrofie na niezabezpieczonym przejeździe kolejowym, na skutek najechania pociągu pośpiesznego na wojskowy samochód terenowy).
  2. kpt. Dobrzański Tadeusz, dotychczasowy dowódca 22 baterii. Na jego miejsce został przydzielony do 2 MDAPL por. mar. Gąsiorowski, a w jakiś czas później por. mar. Prowans i por. Busiakiewicz.
  3. por. Grabski Józef, dotychczasowy adiutant dowódcy dywizjonu. Obowiązki adiutanta objął ppor. Janowski Wiktor.

W kwietniu 1938 r. obchodzono w Polsce tzw. dni kolonialne, organizowane przez Ligę Morską i Kolonialną. Wspominam o tym dlatego, bo w czasie ich trwania, Rada Naczelna Towarzystwa Kółek Rolniczych podjęła uchwałę ufundowania przez organizacje rolnicze dwóch ścigaczy dla uczczenia 20-lecia odzyskania niepodległości.

W końcu kwietnia 1938 r. został podpisany w Londynie układ morski, regulujący kwestię zbrojeń na morzu. Wiadomo mi, że w tej sprawie jeździł do Londynu przedstawiciel Kierownictwa Marynarki Wojennej kmdr dypl. Stoklasa, który razem z ambasadorem RP w Londynie Raczyńskim ten układ podpisał.

W dniu 4 maja 1938 r. został uroczyście otwarty nowobudowany port rybacki we Władysławowie na półwyspie Helskim.

Na arenie międzynarodowej narastał konflikt Niemiecko- Czechosłowacki o Śląsk Cieszyński (tzn. sprawa Zaolzia).

W 2 MDAPL w tym czasie została już wprowadzona służba działonów dyżurnych, które pełniły 24 godzinną służbę pogotowia na stanowiskach dział i były wystawiane kolejno codziennie przez inną baterię. Zadaniem działonów dyżurnych było ostrzeganie strzałami (obcych) wojskowych samolotów niemieckich, które coraz częściej przekraczały powietrzne granice Polski od strony morza i na dużych wysokościach pojawiały się na Helem.

W podręcznych parkach amunicyjnych na stanowiskach dział, każdy działon posiadał po 12 sztuk 75 mm naboi zespolonych z granatem zastępczym. Granat zastępczy nie rozrywał się w powietrzu i nie dawał odłamków. Wewnątrz granatu zastępczego znajdowała się petarda prochowa, która po wystrzale była zapalana przez normalny zapalnik czasowy nastawiony (odtykany) na żądana odległość.

W momencie wybuchu, petarda prochowa umieszczona wewnątrz granatu zastępczego, wyrzucała tylko głowicę pocisku z zapalnikiem, wytwarzając przy tym obłok czarnego dymu imitującego rozprysk. Natomiast szklanka granatu, po wybuchu leciała dalej po torze pocisku i spadała w całości na ziemię.

Działonowi działonów dyżurnych otrzymali rozkazy, aby strzały ostrzegawcze, oddawali z dużym wyprzedzeniem przed samolot naruszyciela i dopiero gdyby nie usłuchał on wezwania, zbliżali je do samolotu.

Przeważnie, po strzałach ostrzegawczych obcy samolot zmieniał kurs i oddalał się poza granice wód terytorialnych, chociaż czasem zdarzały się wypadki kontynuowania lotu na dużych wysokościach i z dużą prędkością.

W lecie 1938 r., dokładnie już nie pamiętam w jakim miesiącu to było, zdarzył się wypadek, który miał poważniejsze następstwa. W czasie gdy dyżur pełnił działon dyżurny 23 baterii, a na stanowiskach bateria ta ćwiczyła działoczyny i zgrywanie poszczególnych elementów baterii pod kierownictwem dowódcy kpt. Peschel Oswalda, nadleciała od strony Rozewia eskadra samolotów niemieckich, która przekroczyła granicę naszych wód terytorialnych, lecąc tuż nad półwyspem Hel w kierunku Prus Wschodnich.

Po strzałach ostrzegawczych nadlatująca eskadra nie zmieniła kursu i nie oddaliła się, lecąc nadal w tym samym kierunku nad naszym terytorium. Wobec tego dowódca 23 baterii otworzył ogień do eskadry, pociskami zastępczymi znajdującymi się w podręcznych parkach amunicyjnych na stanowiskach dział. (Ostra amunicja w ilości 1000 szt. na działo znajdowała się w zaplombowanych schronach amunicyjnych pod stanowiskami dział, które można było otworzyć tylko na rozkaz dowódcy Dywizjonu lub jego wyższych przełożonych).

Po oddaniu kilku serii, eskadra niemieckich samolotów rozproszyła się w popłochu i zawróciła w kierunku morza.

Incydent ten wywołał burzę protestów w radio i prasie niemieckiej oraz zjadliwe artykuły w prasie gdańskiej (Danziger Vorposten). Spowodowało to również natychmiastową interwencję ambasadora niemieckiego w Warszawie w naszym MSZ.

Dowódca 23 bat. kpt. Peschel, po tym incydencie przez całą noc pisał meldunki i wyjaśnienia i rozmawiał telefonicznie z D-cą Obrony Wybrzeża Morskiego, D-cą Floty a następnie z urzędnikami MSZ i ministrem spraw zagranicznych Beckiem. W jakiś czas później przyszło zarządzenie, że w wypadku naruszenia granicy powietrznej Polski przez obcy samolot, działon dyżurny artylerii przeciwlotniczej powinien uprzednio odpalić trzy rakiety drążkowe 34 mm w odstępach jednominutowych i dopiero wtedy, gdy obcy samolot nie zmienił kierunku lotu, wolno było otworzyć ogień z działa.

W praktyce nie zdawało to egzaminu, bo zanim dyżurny działon odpalił trzy rakiety w odstępach jednominutowych, zanim te rakiety osiągnęły wysokość 800-1000 m gdzie wybuchały dając gęsty obłok dymu, samolot naruszycielski był już daleko. Zasady te obowiązywały aż do września 1939 roku.

Na podstawie załącznika do pisma Dowódcy Obrony Wybrzeża Morskiego L.dz. 1146/Tj. z dnia 9.06.1938 r. Dowódca Dyonu powiadomił wszystkich starszych podoficerów, że ze względów zasadniczych zostaną oddani do jednostek Artylerii Przeciwlotniczej wojska w roku 1939.

Ze starszych podoficerów został oddany do Mar. Woj. tylko specjalista łączności ogniomistrz Każarnowicz Jan, Który natychmiast został przemundurowany, oraz młodsi podoficerowie do bosmanmata włącznie, którzy złożyli deklaracje.

Na stanowisko p.o. Dowódcy 2 MDAPL został wyznaczony kpt. mar. Wojcieszek Marian, a dotychczasowy dowódca mjr Krzywobłocki Stanisław, po zdaniu obowiązków został przeniesiony na stanowisko dowódcy 3 DAPL w Porubanku koło Wilna.

W jakiś czas później odszedł również z 2 MDAPL kpt. Peschel Oswald, przeniesiony do 6 DAPL we Lwowie. Obowiązki dcy 23 baterii objął por. Janowicz, a na stanowisko dcy 21 baterii został wyznaczony por. mar. Prowans przydzielony do 2 MDAPL z Floty, po wycofaniu I tury oficerów wojska.

W miesiącu sierpniu 1938 r. przybyły do Gdyni z wizytą kurtuazyjną trzy niszczyciele francuskie. Załogę okrętów francuskich witano manifestacyjnie i goszczono serdecznie podkreślając na każdym kroku przyjaźń polsko – francuską.

Filia Kasyna Podoficerów Floty na Helu, otrzymała specjalną dotację w kwocie 800 złotych, na urządzenie przyjęcia dla 40 podoficerów marynarki francuskiej.

Francuzi przybyli na Hel wieczorem. W czasie przyjęcia wzniesiono wiele toastów na cześć przyjaźni polsko – francuskiej i floty francuskiej, wypito więcej różnych napitków i późną nocą załadowano spitych Francuzów na oczekujący ich w porcie rybackim trałowiec i odwieziono na okręty zacumowane w Gdyni.

Szkoła ognia we wrześniu 1938 r. nie była już tak urozmaicona jak w latach poprzednich. Na strzelaniach do rękawa obecny był tylko dowódca dywizjonu. Natomiast w szerokim zakresie prowadzone były na terenie Rejonu Umocnionego ćwiczenia OPL i ćwiczenia przeciwdesantowe wspólnie z jednostkami pływającymi Floty i Batalionem Strzelców z Kadry Floty.

Wkrótce po tym nastąpiły znane wydarzenia w Czechosłowacji, Monachium, zagarnięcie Sudetów przez Rzeszę niemiecką i zajęcie w dniu 2.10.1938 r. Zaolzia przez Polskę. Nieco później Niemcy stworzyli nowy „fakt dokonany” zajmując Kłajpedę przynależną do Litwy i wcielając ją do Rzeszy jako Memel.

W 2 MDAPL w tym okresie przystąpiono d modernizacji przyrządów do kierowania ogniem, montowano kolejno na wszystkich stanowiskach dział, nowe centrale artyleryjskie i przekaźniki systemu „Grana” i budowano wyniesione punkty dla posterunków kierowania ogniem.

Metoda strzelania przy pomocy dotychczasowych przyrządów – pozostała jako zapasowa, na wypadek uszkodzenia centrali artyleryjskiej lub przekaźników.

W listopadzie 1938 r. został spuszczony na wodę w Gdyni dok pływający o nośności 5000 ton. Dok ten został zmontowany przez Warsztaty Marynarki Wojennej na Oksywiu. O ile  mi wiadomo robotnicy tych warsztatów ofiarowali bezpłatnie ok. 30.000 godzin pracy.

W pierwszych dniach lutego 1939 r. przybył na Hel okręt O.R.P. „Orzeł” zbudowany w stoczni Holenderskiej ze składek społeczeństwa na Fundusz Obrony Morskiej (FOM).

Okręt przez dwa czy trzy dni  stał w porcie wojennym na Helu i dopiero w dniu 10 lutego w czasie święta Marynarki Wojennej wszedł do Gdyni, gdzie w obecności Prezydenta RP odbyło się uroczyste powitanie okrętu przez społeczeństwo i odsłonięcie na kiosku okrętu srebrnej tablicy pamiątkowej. Na tablicy była uwidoczniona suma 8 200 tys. złotych, za którą został zbudowany ORP „Orzeł” z rozbiciem ile pieniędzy na FOM zebrano wśród wojska i marynarki wojennej i ile wśród całego społeczeństwa. Dowódcy Okrętu wręczona została księga pamiątkowa przez prezesa LMK gen. Kwaśniewskiego a członkowie załogi otrzymali specjalne odznaki pamiątkowe.

W miesiącu marcu 1939 r. Hitler widząc, że może liczyć na bezkarność, zajął  Czechosłowację i wykreślił ją z rzędu niepodległych państw Europy, (15.03.39 r.) a w kilka dni później, dokładnie 27 marca 1939 r. zażądał od Polski wyrzeczenia się Gdańska i Pomorza, zrywając jednostronnie Pakt o nieagresji.

Zaraz po przemówieniu Hitlera w Reichstagu, nastąpiły na Helu gorączkowe przygotowania do obrony. Powoływano rezerwistów na dodatkowe ćwiczenia. Oficerów i podchorążych rezerwy powoływano listownie. Pamiętam, że razem z kpt. Dziubińskim pakowałem do podwójnych kopert wezwania do natychmiastowego stawiennictwa dla oficerów i podchorążych rezerwy i ekspediowałem je w ten sposób, że na zaadresowanej wewnętrznej kopercie przyłożony był stempel „Natychmiast” a na zaadresowanej zewnętrznej kopercie stempel „Polecony”. Wszyscy powołani w ten sposób oficerowie i podchorążowie rezerwy przybywali na czas do Dyonu. Nazwisk za wyjątkiem ppor. rez. Rylskiego - nie pamiętam.

W nocy tego samego dnia zaczęto zwozić amunicję, zapasy i żywność, którą składowano w byłym kościele ewangelickim na Helu.

Przystąpiono do budowy przewidzianych planem stanowisk 75 mm dział przeciwdesantowych (część dział na podstawach morskich została nadesłana znacznie później) rozstawiono NKM-y i działa 45 mm „przedpotopowe” działka o śmiesznie krótkich lufach, które miały zastąpić działka przeciwpancerne.

Wśród rodzin wojskowych nastąpiła konsternacja, wiele rodzin wojskowych i urzędników cywilnych w popłochu opuściło Hel i dopiero w jakiś czas później, gdy się trochę uspokoiło, po cichu wracało z powrotem.

W parę dni później (nie pamiętam już czy było to ostatniego dnia marca, czy w początkach kwietnia 1939 r.) przybył na Hel transportem kolejowym z m. Sienkiewicze k/Sarn IV Batalion 7 Pułku Korpusu Ochrony Pogranicza pod dowództwem majora Wiśniewskiego. Poszczególne kompanie tego batalionu zostały rozlokowane na półwyspie i z miejsca przystąpiły do kopania rowów strzeleckich i urządzenia stanowisk polowych na wytyczonych pięciu pozycjach opóźniających na półwyspie Hel. (Jedna z tych kompanii pod dtwem kapitana Wiśniewskiego rozlokowana była w barakach Akademickiego Ośrodka Morskiego na przystani w Jastarni, inna w Borze między Jastarnią i Juratą. Dyslokacja pozostałych kompanii nie jest mi dokładnie wiadoma bo nie stykałem się z nimi).

Najgorsze było to, że do chwili rozpoczęcia działań wojennych wzbroniony był na półwyspie wyrąb lasów dla przygotowań wojennych. Budulec dla stanowisk polowych trzeba było sprowadzać, co w znacznej mierze hamowało postęp prac i spowodowało to, że nie wszystkie pozycje opóźniające były należycie przygotowane do obrony. Część z nich wykończano już w czasie działań bojowych, a były i takie, które do końca obrony Helu nie zostały wykończone.

W dniu 6 kwietnia 1939 r. Włochy faszystowskie okupowały Albanię.

W niedługi czas po tym, w połowie kwietnia przybył do portu wojennego Hel po ucieczce z Holandii, siostrzany okręt podwodny „Orła” O.R.P. „Sęp”.

Przybył w stanie niewykończonym, jeszcze pomalowany miejscami minią na czerwono. Jak mi opowiadała załoga, okręt wyszedł ze stoczni rzekomo dla dokonania prób na morzu, mając na pokładzie oprócz załogi holenderskich pracowników stoczniowych których już z morza odesłano łodzią na brzeg. W obliczu grożącej wojny zachodziła obawa, że Niemcy przechwycą „Sępa” w cieśninach i dlatego zdecydowano się na ucieczkę.

W połowie miesiąca maja 1939 r. Szefostwo Fortyfikacji Wybrzeża Morskiego przystąpiło do budowy czterech żelbetowych schronów bojowych przecinających półwysep, na północny zachód od m. Jastarnia. Budował je batalion junaków. Miały być one rzekomo zaopatrzone w najnowocześniejszego typy szybkostrzelne działka przeciwpancerne i ciężkie karabiny maszynowe w obrotowych wieżach pancernych.

Niestety, za późno przystąpiono do ich budowy, bo wojna zastała je w stanie niewykończonym. Budujący schrony bojowe batalion junaków, odszedł do innych prac na przedpolach Gdyni. Nie było ani wież pancernych, ani uzbrojenia, ani też całego szeregu potrzebnych urządzeń. Droga do cypla Hel pozostała otwartą.

W końcu kwietnia 1939 r. został przydzielony z Floty do 2 MDAPL por. mar. Krzywiec Wacław, który w parę dni później, wraz z ekipą przydzielonych z MDAPL podoficerów i marynarzy, wyjechał do Centrum Wyszkolenia Artylerii Przeciwlotniczej w Trauguttowie koło Brześcia n/Bugiem, gdzie ekipa ta została przeszkolona w obsługiwaniu 40 mm automatycznych armat przeciwlotniczych, produkowanych na licencji Boforsa w Polsce. Po krótkim ale intensywnym przeszkoleniu ekipa w końcu maja 1939 r. powróciła na Hel, przywożąc ze sobą transportem kolejowym osiem 40 mm automatycznych armat przeciwlotniczych Boforsa i cztery ciągniki. Był to zalążek nowosformowanej półstałej baterii 40 mm armat plotn. Składającej się z czterech plutonów ogniowych wyposażonych każdy w dwie 40 mm automatyczne armaty plotn. I jeden ciągnik.

Dowódcą tej baterii został por. mar. Krzywiec. Nazwisk dowódców plutonów ani też działonowych nie znam.

W drugiej połowie maja 1939 r. wezwał mnie do swego gabinetu dowódca dywizjonu kpt. mar. Wojcieszek Marian i oświadczył: „Dowódca Rejonu Umocnionego Hel, polecił wyznaczyć jednego oficera na dowódcę plutonu 13,2 mm NKM Plot., który należy sformować z kompanii powołanych na dodatkowe ćwiczenia rezerwistów w Borze. Oficerem będzie st. bosman Wilczyński.”

Po zdaniu obowiązków, pojechałem na drugi dzień do koszar 23 baterii, gdzie zakwaterowana była w namiotach i częściowo w świetlicy kompania rezerwy. W chwilę po moim przyjeździe przybył dowódca RU kmdr Steyer, któremu zameldowałem się do objęcia obowiązków. Polecił mi wybrać z kompani 54 ludzi, których miałem szkolić w obsługiwaniu NKM Plot.

Zostało to załatwione jeszcze tego samego dnia, chociaż z wyborem ludzi było dużo kłopotów. Przydzieleni do 2 MDAPL rezerwiści nigdy przedtym nie służyli w marynarce wojennej ani też w artylerii przeciwlotniczej. Była wśród nich znaczna ilość podoficerów rezerwy, którzy w pułkach artylerii polowej pełnili funkcje podoficerów zaprzęgowych, podof. furażowych, kancelaryjnych itp. a wśród szeregowców rezerwy przeważali taboryci i jezdni tak, że niewiadomo było do czego ich użyć. Pochodzili z różnych stron Polski, a co gorsze był wśród nich znaczny odsetek ludzi o nazwiskach niemieckich, na co również trzeba było zwracać uwagę.

Najcięższe karabiny maszynowe, które otrzymałem z magazynów dla plutonu, ściągnięto z wyposażenia jakiegoś pociągu pancernego.

Były to francuskie, pamiętające jeszcze czasy pierwszej wojny światowej, jednolufowe 13,2 mm NKM przeciwlotnicze systemu Hotskis, na bardzo ciężkich podstawach, składających się z części ruchomej i nieruchomego podłoża z pionowym czopem stalowym. Na części ruchomej podstawy, znajdowała się długa listwa wodzidłowa, z naniesioną podziałką odległości celownika w metrach. Po listwie wodzidłowej przesuwał się suwak ze wskaźnikiem, sprzężony z kołyską, nadający lufie żądany kąt podniesienia. Listwa z podziałką odległości, służyła do strzelania do celów naziemnych zarówno w dzień jak i w nocy. Poza tym na części ruchomej podstawy osadzona była na czopach kołyska z jarzmem dla właściwego karabinu maszynowego, przyrządy celownicze z karetką kursów celu i lunetką celownicza „Hust”, pokrętło mechanizmu podniesieniowego, oraz siodełko dla celowniczego. Część ruchoma podstawy, osadzona była na grubym pionowym czopie nieruchomego podłoża, osadzonego na trzech zdejmowanych łapach żelaznych.

Ciężar jednego NKM, wraz z wyposażeniem i 10 magazynami z taśmami amunicyjnymi wynosił 500 kg. Zasięg poziomy wynosił 7000 m, pułap ok. 2000 m. Szybkostrzelność teoretyczna 400, praktyczna 125 strzałów/min. Amunicja mieszana. Naboje z pociskiem zwykłym, przeciwpancerno-zapalajacym, smugowym i świetlnym.

Ciężkie to było o bardzo nieporęczne w przenoszeniu. Zgodnie z opisem sprzętu jaki otrzymałem, NKMy te były przystosowane do przewożenia na jukach 5 koni. Ponieważ ani koni ani też juków konnych nie było, do przeniesienia jednego kompletnego NKM trzeba było używać aż 18 ludzi co sprawiało wiele kłopotów w czasie ćwiczeń alarmowych tym bardziej, że obsługa 1 NKM składała się z 6 ludzi. (Karabinowy, celowniczy, nastawniczy, taśmowy i dwóch amunicyjnych) .

Oprócz trzech NKM-ów otrzymałem dla plutonu jeden dalmierz jednometrowy, dla określenia odległości do celu.

W czasie ćwiczeń odbyłem dwa strzelania z NKM, jedno do celów naziemnych i jedno przeciwlotnicze do rękawa.

W pierwszej połowie czerwca 1939 r. I turnus rezerwy po odbyciu ćwiczeń został zwolniony a w kilka dni później przybył na ćwiczenia II turnus rezerwistów i szkolenie rozpoczęło się na nowo.

Wspomniałem już o tym, że działony dyżurne przed oddaniem strzału, zobowiązane były odpalać 3 rakiety w odstępach jednominutowych do samolotu naruszyciela. Ponieważ stosunki Polsko-niemieckie zaogniały się coraz bardziej i samoloty niemieckie coraz częściej zaczęły przelatywać nad Helem, działonowi sami ulepszyli sposób odpalania rakiet.

Rakiety drążkowe zostały umieszczone na wszystkich stanowiskach ogniowych. Jeśli np. samolot naruszyciel nadlatywał od strony cypla Hel, a działon dyżurny wystawiała bateria 22 lub 23, rakiety drążkowe odpalał wartownik na stanowisku 21 baterii, a powiadomiony telefonicznie działon dyżurny otwierał od razu ogień, jeśli po rakietach samolot naruszyciel nie zmienił kursu. Jeśli natomiast samolot nadlatywał od strony Wielkiej Wsi a działon dyżurny wystawiany był przez 22 lub 21 baterię, rakiety sygnalizacyjne odpalał wartownik na stanowisku 21 bat. a ogień otwierał działon dyżurny 22 lub 21 baterii.

W końcu czerwca 1939 r. o ile sobie przypominam było to 26.06.1939 r. samolot niemiecki nadleciał z okolic Piławy i naruszył granicę od strony pełnego morza. Wartownicy 21 baterii, która w tym dniu nie wystawiała działonu dyżurnego, odpalili 3 rakiety sygnalizacyjne, ale samolot leciał dalej wzdłuż brzegów półwyspu nie zmieniając kierunku.

Powiadomiony o tym telefonicznie, znajdujący się na stanowisku ogniowym Szef 23 baterii, która w tym dniu wystawiała działon dyżurny, bosman Cacek Jan miał czas się przygotować i gdy nadleciał samolot, odpalił z działa trafiając w naruszyciela, który gwałtownie runął w dół, znikając poza wzniesieniem.

Niemcy ogłosili o tym incydencie, czyniąc nie mały huczek wokół tej sprawy. Pisała o tym również prasa wybrzeża, pt. „Czyżby artyleria przeciwlotnicza na Helu zestrzeliła samolot Niemiecki?” w każdym razie dowództwo RU na zapytania w tej sprawie odpowiadało, że o niczym nie wie.

Dni Morza w 1939 r. obchodzone były na wybrzeżu (i w całej Polsce) pod hasłem „Nie damy się odeprzeć od Bałtyku”. Centralne uroczystości odbyły się w Gdyni w dniu 29 czerwca, na które przybyły liczne wycieczki z głębi Kraju i Polonia Gdańska.

Na Placu Grunwaldzkim u stóp Kamiennej Góry, stanęły w zwartych szeregach oddziały marynarki wojennej, Brygada Obrony Narodowej, PW, Harcerstwo, Koło Ligi Morskiej i Kolonialnej oraz niezliczone tłumy społeczeństwa.

W obecności przedstawicieli władz centralnych i terenowych odprawiona została msza polowa, po której wygłoszono szereg okolicznościowych przemówień po czym, wszyscy uczestnicy zebrani na placu złożyli uroczystą przysięgę, że strzec będą odwiecznych praw Polski do Bałtyku i trzymać niezłomną straż u ujścia Wisły. Przysięgało społeczeństwo Wybrzeża, wojsko i marynarze. Przysięgała przez usta swych przedstawicieli cała Polska, bo w tym dniu również w Warszawie i innych miastach Polski odbywało się zaprzysiężenie Narodu Polskiego na „służbę chwale i wielkości Rzeczypospolitej”.

Po przysiędze odbyło się przekazanie Brygadzie Obrony Narodowej sprzętu wojennego. (Kilka CKM na biedkach wraz z zaprzęgami i jednego granatnika) ufundowanego przez społeczeństwo Wybrzeża, a następnie na Skwerze Kościuszki odbyła się defilada wojskowa i organizacji paramilitarnych.

W trzecią rocznicę śmierci generała Orlicz-Dreszera w dniu 16.07.1939 r. odbyło się w Gdyni na cmentarzu Oksywskim przeniesione trumny ze zwłokami generała z tymczasowego grobu do Krypty pomnika, widocznego z daleka na wzgórzu oksywskim od strony morza.

W uroczystości brali udział przedstawiciele rządu, generalicja, delegacje marynarki wojennej, 1 Pułku Szwoleżerów i 16 Pułku Ułanów, (któremu nadano miano imienia generała Orlicz-Dreszera), przedstawiciele Głównego Zarządu i Kół LMK oraz tłumy publiczności. Po przeniesieniu trumny ze zwłokami do Krypty pomnika, klucz do krypty został wręczony Komisarzowi Rządu w Gdyni mgr Sokołowi. (Po zajęciu Gdyni, hitlerowcy zniszczyli pomnik wysadzając go w powietrze).

W końcu lipca 1939 r. dowodzony przeze mnie wydzielony z 2 MDAPL Pluton 13,2 mm NKM Plotn w składzie 3 NKM i 36 podoficerów i marynarzy rez., po uzupełnieniu amunicji i rakiet sygnałowych, został przedyslokowany z koszar 23 baterii w Borze do Jastarni, z zadaniem obrony przeciwlotniczej obiektów (czterech schronów bojowych), budowanych przez Szefostwa Fortyfikacji Wybrzeża Morskiego na płn. Zachód od m. Jastarnia. Pozostali rezerwiści Plutonu odeszli do poszczególnych baterii 2 MDAPL i DAN jako obsługa NKM.

Po przybyciu do Jastarni pluton NKM został zakwaterowany w barakach Akademickiego Ośrodka Morskiego przy przystani portu Jastarni.

W barakach tych kwaterowała już 10 kompania IV Batalionu 7 Pułku Ochrony Pogranicza pod dowództwem kpt. Wiśniewskiego, do której pod względem wyżywienia został przydzielony pluton NKM gdyż kompania posiadała kuchnię polową.

Kompania ta budowała i obsadzała jedną z pozycji w rejonie budowanych schronów bojowych w miejscu skrzyżowania szosy wiodącej z Kuźnicy do Jastarni z torem kolejowym na płn. zachód od Jastarni. Wspólnie z dowódcą kompanii rozmieściliśmy NKM-y na przygotowanych już przez tą kompanię stanowiskach ogniowych w ten sposób, że jeden NKM pod dowództwem karabinowego mata rez. Wojtalika? (nazwiska dokładnie nie pamiętam), została umieszczony w okopie od strony Zatoki Puckiej w pobliżu budowanego schronu bojowego, drugi NKM wraz z dalmierzem, pod dowództwem karabinowego mata rez. Tarnowskiego – w okopie na skrzyżowaniu szosy z torem kolejowym i trzeci NKM, pod dowództwem karabinowego mata rez. Dziadosza – w okopie od strony pełnego morza. NKM-y oprócz obrony przeciwlotniczej miały stanowić wzmocnienie obrony przeciwpancernej i w razie potrzeby prowadzić ogień krzyżowy do celów naziemnych.

Zgodnie z otrzymanym rozkazem, zaraz po zainstalowaniu broni na stanowiskach ogniowych, wprowadziłem 24 godzinną służbę NKM dyżurnych i przystąpiłem do przebudowy stanowisk ogniowych, gdyż piechota przygotowała rowy o pełnym profilu dla CKM, które nie nadawały się dla posiadanego typu NKM Plot. Poza tym leje dla NKM trzeba było tak wykonać, aby można było w nich umieścić podręczne schowki na amunicję, gdyż każdy NKM na stanowisku ogniowym posiadał po 2000 sztuk naboi z pociskami mieszanymi, z tego 1000 sztuk nataśmowanych w elastycznych taśmach stalowych, umieszczonych w 10 magazynach. Do każdego magazynu wchodziło pięć taśm, nataśmowanych 20 nabojami z pociskiem mieszanym. Pozostała amunicja znajdowała się w typowych drewnianych skrzyniach amunicyjnych, które wraz z magazynami należało rozmieścić w leju w taki sposób, aby były zabezpieczone od deszczu i wilgoci, nie przeszkadzały w obsługiwaniu NKM w czasie prowadzenia ognia i były zawsze pod ręką.

Po wykonaniu lejów przeciwlotniczych dla NKM ze schowkami na podręczną amunicję, przystąpiłem do intensywnego szkolenia obsług w obsługiwaniu NKM i prowadzenia ognia do celów powietrznych i naziemnych. Wszystkie NKM-y zostały przystosowane do nocnych strzelań do celów naziemnych i wstrzelane do charakterystycznych punktów widocznych w terenie, dozory zostały oznaczone i zapisane przez karabinowych, ale tylko te, które były widoczne ze stanowisk ogniowych poszczególnych NKM. Oczyszczanie przedpola i przesieki w lesie mogły być wykonane dopiero w razie wybuchu wojny, gdyż na Helu, jak już wspomniałem, nie wolno było wycinać lasów do celów wojennych.

W czasie budowy stanowisk ogniowych została nawiązana łączność telefoniczna tak, że ze swego stanowiska dowodzenia, znajdującego się przy dalmierzu, mogłem porozumieć się telefonicznie z dowódcą 10 kompanii, z którym miałem współpracować, a przez centralę telefoniczną Batalionu KOP w Jastarni, miałem połączenie z centralą telefoniczną dowództwa Rejonu Umocnionego Hel, a przez nią, z dowództwem 2 MDAPL i DAN.

Po godzinach zajęć służbowych, obsługi NKM-ów, za wyjątkiem obsługi NKM dyżurnego, powracały do swych kwater w barakach Akademickiego Ośrodka Morskiego w Jastarni, a karabinowy dyżurnej obsługi NKM wystawiał wartowników na opuszczonych stanowiskach NKM oraz obserwatorów przy swoim NKM.

Niezależnie do tego w okopie pozostawała zawsze drużyna dyżurna 10 kompanii Batalionu KOP.

Dyżurne NKM-y ostrzeliwały czasami samoloty niemieckie naruszające w dzień granice Polski od strony morza, ale że uprzednio miały odpalić trzy rakiety sygnalizacyjne w odstępach jednominutowych, strzelanie nie dawało wyników.

Bywały wypadki, że obserwowano niekiedy duże grupy bombowców niemieckich lecących na dużych wysokościach nad morzem w kierunku Prus Wschodnich, wówczas składano meldunki do dowództwa RU Hel, skąd zarządzono alarmy przeciwlotnicze dla wszystkich baterii 2 MDAPL.

Czas upływał na pełnieniu dyżurów, szkoleniu obsługi i przeprowadzaniu strzelań naziemnych do tarczy i jednego strzelania przeciwlotniczego do rękawa holowanego przez wodnosamolot.

W dniu 15 sierpnia dca 10 kompanii urządził zabawę żołnierską w świetlicy z okazji święta żołnierza. W Jastarni w tym okresie przebywały tłumy wczasowiczów, spędzających beztrosko czas na szalonych zabawach i niw zdających sobie może nawet sprawy co im w najbliższa przyszłość przyniesie. W możliwość wybuchu wojny nikt jakoś nie wierzył. Optymistyczne nastroje jeszcze wzrosły, gdy w dniu 18 sierpnia otrzymałem rozkaz ściągnięcia plutonu ze stanowisk i przedyslokowania go z powrotem do koszar 23 baterii w Borze. Po przewiezieniu sprzętu i ludzi z Jastarni do koszar 23 baterii, broń i amunicja po zakonserwowaniu zostały zdane do magazynu, a wszyscy rezerwiści z dniem 20.08.39 r. zostali zwolnieni z wojska do cywila. Po powrocie na Hel do dowództwa Dyonu, otrzymałem do dowódcy 2 MDAPL miesiąc urlopu wypoczynkowego, który rozpocząłem z dniem 21.08.39 r. z tym, że urlop miałem spędzić na miejscu, gdyż nikomu z kadry zawodowej nie wolno było oddalać się z Helu na czas dłuższy.

Nie dano mi jednak długo wypoczywać na urlopie. W nocy z 23 na 24 sierpnia 1939 r. około godziny 0300 na ranem, przeraźliwy dzwonek i gwałtowne dobijanie się do drzwi mego mieszkania zbudziły mnie ze snu. To zdyszany goniec dyżurny przybiegł z kopertą alarmową, zawierającą rozkaz natychmiastowego stawiennictwa w dowództwie Dywizjonu. Po kilku minutach wybiegłem z domu, nie przeczuwając tego, że swoich najbliższych zobaczę dopiero po kilku latach.

Na drodze wiodącej do budynku dowództwa 2 MDAPL, dał się zauważyć osobliwy ruch i bieganina, zwiastujące że nastąpiło coś niezwykłego. Mobilizacja! W chwili alarmu zostało równocześnie zarządzone ostre pogotowie i na stanowiskach ogniowych wszystkich baterii przeciwlotniczych wprowadzano już wachty bojowo.

Krótka odprawa dowódców pododdziałów u dowódcy Dywizjonu, po czym oficer mob. kpt. Dziubiński rozdał teczki mob. dowódcom pododdziałów,  zwracając uwagę na ścisłe przestrzeganie zawartych w teczkach chronologicznych tabel czynności, począwszy od godziny A. Początek mob. godzina 0700. Moje zadanie. Po zmobilizowaniu wydzielonego 13,2 mm Plutonu NKM Plot przy kompanii KM, Pluton wraz z kompletnym wyposazeniem i zapasem amunicji, przewieźć jak najszybciej do m. JASTARNIA, obsadzić stanowiska ogniowe i meldować gotowość bojową.

Ponieważ rezerwiści Plutonu NKM pochodzili z terenu wybrzeża, przeważnie z okolic półwyspu Hel i posiadali karty mob. z natychmiastowym nakazem stawiennictwa, więc niektórzy z nich stawili się już o wiele wcześniej od wyznaczonej godziny. Mobilizacja Plutonu przebiegała dość sprawnie tak, że do godziny 1000 miałem już skompletowane obsługi NKM i dalmierza ,wszystkich 36 rezerwistów umundurowanych, uzbrojonych (wprawdzie bez hełmów i ciepłej odzieży), wyposażonych w nowe maski p.gazowe, opatrunki osobiste i znaki tożsamości.

Po pobraniu sprzętu i zapasu amunicji w czasie przewidzianym tabelą czynności mob. i rezerwowych racji żywnościowych "R", 13,2 mm Pluton NKM Plot, wydzielony z 2 MDAPL, został przewieziony samochodami do m. JASTARNIA.

W JASTARNI jeden samochód a zapasem amunicji i rezerwową obsługą skierowałem pod dtwem podoficera do baraków Akademickiego Ośrodka Morskiego, a sam drugim samochodem wraz z obsługą NKM, sprzętem i alarmową amunicją, udałem się na skrzyżowanie szosy z torem kolejowym między Jastarnią i Kuźnicą, gdzie zameldowałem się u dowódcy 10 Kompanii IV Batalionu KOP i obsadziłem, zajmowane uprzednio przez Pluton NKM, stanowiska ogniowe. O godzinie 1300 meldowałem telefonicznie dowódcy 2 MDAPL i dowódcy IV Batalionu KOP mjr Wiśniewskiemu gotowość bojową.

W myśl otrzymanych poleceń wprowadziłem ponownie służbę NKM dyżurnych, a pozostałe dwie obsługi i obsługa dalmierza, zeszły do baraków Akademickiego Ośrodka Morskiego, gdzie Pluton został rozlokowany w zajmowanych poprzednio pomieszczeniach, sąsiadując z obsługą 41 75 mm dwudziałowej baterii przeciwdesantowej, dowodzonej czasowo przez bosmana Nitkę z DAN, której stanowiska znajdowały się nad brzegiem zatoki za portem JASTARNIA.

W godzinach popołudniowych nastąpiła reorganizacja Plutonu NKM. Kwatermistrz IV Batalionu KOP chorąży (nazwiska nie pamiętam) dostarczył dla plutonu jeszcze sześć kompletnych 13,2 mm najcięższych karabinów maszynowych systemu Hotskis. Właściwie NKM-y różniły się od dotychczas posiadanych tym, że ładowane były odgórnie, magazynkami zawierającymi 25 naboi i zamiast skomplikowanych celowników, posiadały celownik zwykły jak w ckm i owalną muszkę kołową do strzelań plotn.

Były one b. dogodne do przenoszenia, gdyż zamiast ciężkich i nieporęcznych podstaw, posiadały lekkie składane trójnogi ze ściągaczami. Ściągacze, zaczepiono hakami o ucha długich klinów żelaznych, wbitych skośnie w dno leja przeciwlotniczego unieruchamiały trójnóg tak, że mogła się na nim obracać na 360o tylko kołyska z osadzonym w niej na czopach właściwym karabinem maszynowym, umożliwiająca nadawanie karabinowi kątów podniesienia od -10° do + 90°. Obsługa NKM tego wzoru okładała się z trzech ludzi (karabinowy, celowniczy i ładowniczy), którzy z łatwością mogli przenieść NKM i skrzynki z magazynkami amunicyjnymi.

Wyznaczyłem z plutonu 18 ludzi do obsługiwania nowo przydzielonych NKM, w tym dobrych podoficerów na karabinowych i st. marynarzy na celowniczych, podzieliłem pluton na trzy drużyny, każda a 3 NKM i po krótkim przeszkoleniu zgodnie z otrzymanym rozkazem przekazałem:

Ja z pozostałymi 3 NKM-ami na ciężkich podstawach i dalmierzem wraz a 18 ludźmi obsługi, otrzymałem rozkaz zajęcia pozycji na torfiastej łące ok. 600-800 m na płn. zachód od portu JASTARNIA nad brzegiem zatoki z zadaniem: obrony przeciwlotniczej portu, trzech kryp minowych z minami morskimi, zakotwiczonych. na południowo-wschodnim skraju Jamy Kuźnickiej ok. 600-800 m od stanowisk plutonu oraz 41 dwudziałowej 75 mm baterii przeciwdesantowej DAN, zainstalowanej nad brzegiem zatoki ok. 100-150 m od stanowisk Plutonu NKM l otoczonej niskimi potykaczami z drutu kolczastego.

Takie rozmieszczenie 9 NKM plutonu, było podyktowane możliwością desantu morskiego i powietrznego nieprzyjaciela, gdyż mielizna, dostępne brzegi i duża łąka za portem w JASTARNI idealnie nadawały się do wysadzenia desantu.

Poszczególne obsługi NKM i dalmierza, przystąpiły niezwłocznie do urządzania stanowisk ogniowych rozmieszczonych w trójkącie w odległości, zależnie od ukształtowaniu terenu, 50-80 metrów jedno od drugiego. Dalmierz został umieszczony w środku trójkąta i połączony rowami łącznikowymi z poszczególnymi stanowiskami.

Przy każdym stanowisku NKM zostały wykonane zamaskowane lekkie schrony dla amunicji i obsługi, a ławkami do wypoczynku, chroniące przed odłamkami i pociskami karabinowymi. Całość dobrze zamaskowano darniną i roślinnością.

Nowe stanowiska plutonu NKM, rozkazem dowódcy RU Hel otrzymały miano placówki „Wilczęta”.

W czasie wykonywania prac przy urządzeniu nowych stanowisk ogniowych, dotarł do mnie rozkaz Naczelnego Wodza, nakazujący zwalczanie przeciwnika tylko we własnych granicach, gdyż Niemcy, za wszelką cenę starają się sprowokować wojnę, a winę za wybuch wojny zrzucić na Polskę.

Po obsadzeniu nowych stanowisk przez wszystkie  drużyny plutonu NKM, zamiast jednego NKM dyżurnego, dyżury pełniły już trzy NKM-y, z każdej drużyny po jednym a więc od strony Kuźnicy, na plaży w JASTARNI od strony pełnego morza i nad brzegiem Zatoki Puckiej na łące za portem JASTARNIA. Została zarządzona stała obserwacja nieba, morza i horyzontu i obowiązkowe meldowanie i powiadamianie o wszystkich przelotach samolotów obcych i własnych jak również o przejściach okrętów i statków w sektorach poszczególnych pododdziałów.

Po częściowej mobilizacji nastąpiły w JASTARNI poważne zmiany. Rybacy jastarneńscy, w ramach świadczeń wojennych, pracowali dniem i nocą przy budowie przeszkody przeciwczołgowej na przedpolu stanowisk 10 Kompanii KOP, wbijając kafarem trzy rzędy szyn kolejowych przecinających szachownicą półwysep za JASTARNIĄ.

Z tyłu za okopami 10 Kompanii KOP umieszczono kilka 47 mm działek na podstawach morskich, jako artylerię przeciwpancerną.

W JASTARNI BÓR, od strony pełnego morza została zainstalowana 75 mm dwudziałowa bateria przeciwdesantowa nr 42, którą dowodziła kpt. rez. o nieznanym mi nazwisku. Taką samą baterię nr 41 zainstalowano za portem JASTARNIA na łące nad brzegiem zatoki, którą dowodził początkowo bosman Nitka z DAN a po powszechnej mobilizacji jednooki por. rez. (nazwiska nie pamiętam). Miał on wiele kłopotów z obserwacją celów, gdyż w nocy nic nie widział, a w dzień musiał odwracać lornetkę, bo nie widział siatki kątomierczej.

Jedna 75 mm dwudziałowa bateria przeciwdesantowa, została zainstalowana w rejonie WŁADYSŁAWOWA, którą dowodził por. mar. PROWANS, przeniesiony z 2 MDAPL do DAN w 1938 r.

W związku z przeniesieniem z 2 MDAPL do 1 MDAPL w Gdyni dotychczasowego dowódcy 23 baterii por. art. Janowicza, nastąpiły w dywizjonie przesunięcia na stanowiskach dowódczych, których obsada tuż przed wybuchem wojny przedstawiała się następująco:

(Nazwisk oficerów i podchorążych rezerwy nie wymieniam, bo za wyjątkiem nazwiska ppor. rez. Rylskiego pozostałych nazwisk nie pamiętam).

Dla zobrazowania sytuacji na wybrzeżu należałoby nadmienić, że na kilka tygodni przed wybuchem wojny, został rozlokowany na pograniczu Gdańska i Prus Wschodnich, niemiecki legion lotniczy "Kondor", zaprawiony w bojach i mordowaniu z powietrza bezbronnej ludności miast i wsi dalekiej Hiszpanii.

W przededniu zaś wojny, nieopatrznie wpuszczone do Gdańska drugiego wilka w owczej skórze, pancernik niemiecki Slezwig-Holstein, który przybył do Gdańska pod płaszczykiem corocznej wizyty. Na wodach Zatoki Gdańskiej przed wejściem do Nowego Portu spotykał go nawet kurtuazyjnie i wymieniał saluty jeden z naszych kontrtorpedowców, nie pamiętam dokładnie który, dla zaznaczenia, że Polska jest gospodarzem w Gdańsku i reprezentuje do na zewnątrz.

30 sierpnia 1939 r. została zarządzona powszechna mobilizacja, którą w parę godzin później odwołano, a następnie znowu zarządzono. Spowodowało to niebywały chaos i zamieszanie wśród ludności cywilnej popłoch wśród pozostałych jeszcze na wybrzeżu wczasowiczów.