PÓŁWYSEP HEL

Inż. Kapt. Müllerowi

poświęca

Autor

Tyszkiewicz “Japończyk"

PÓŁWYSEP HEL W ZIMIE.

I. Półwysep Hel.

Wśród tylu pereł w piastowskiej koronie,

gdzie osadzone ręką mistrza świata,

każda z nich dla się innym ogniem płonie,

każdą z nich inny sławy nimb oplata,

jest jedna skromna obca ogółowi

teraz odkryta z pośród tego blasku

nieznana dotąd wcale narodowi,

niezwracająca na się prasy wrzasku!

Co to za perła? każdy się zapyta?

Co to za brylant w piastowej koronie? —

Wydma piaszczysta! rzadkim lasem kryta,

która częściowo w morskich falach tonie!...

Jeszcze przed rokiem w obcym była ręku;

wrogim językiem brzmiały oba brzegi,

dziś za to polski, śmiało i bez lęku

toruje sobie na niej nowe ściegi! -

Z morza dźwignięta, z piasku zbudowana

z szeregu różnych pasem wydm się składa,

gdy z jednej strony stroma brzegu ściana,

jakby w kaskadach, aż ku morzu spada

prześliczną plażę tworzy u podnóża.

W całej długości u swojej podstawy,

lekko się z morza łagodnie wynurza.

Dziś tylko falom służy do zabawy!...

lecz, gdy się gwarem kąpiących zaroi

rozedrga życiem, radością, weselem,

gdy ją ocenią i obcy i swoi

stanie się wtedy ich wyjazdów celem! -

Tu wraz z falami, co dzisiaj samotnie

o brzeg piaszczysty biją bez ustanku

pląsać i igrać będą się ochotnie

przez cały dzionek od wczesnego ranku!...

Na drugim brzegu rozsiadły się wioski,

W nich przemieszkuje dzielny lud rybacki!

Na tem pustkowiu żyje on bez troski!

Głośny z brawury, każdy z nich chłop chwacki

w walce z przyroda zahartował ducha,

więc w boju z wrogiem nie wyrzekł się wiary!

Miłą też gwarą dla polskiego ucha

przemówi Kaszub, młody on czy stary!...

A zaś Kaszubki wesołe i hoże,

jak niby nasze krakowskie dziewoje

czy to w zabawie, czyli też w oborze...

tylko je przebrać w nasze piękne stroje!...

II. Bałtyk i zatoka Pucka.

Tu z jednej strony w wiecznym ruchu fale

groźne, spienione, pędzą z dzikim rykiem;

przez skalne rafy walą się wytrwale

do szturmu idąc w zapomnieniu dzikiem

biją o brzegi, by znieść te przeszkody,

aż wyczerpane swym bezsilnym gniewem

znów się w spokojne układają wody

i z lekkim szmerem, niby hymnu śpiewem,

na piasku kładą swe grzywiaste głowy,

jakby całować chciały ziemi stopy...

Chcą się zatrzymać, lecz rozkaz surowy

każe im wracać w huczące ukropy,

gdyż inne, jakby ze snu obudzone

toczą się groźne, przepotężnie władne!

Na skalnym progu w blok ścienny spiętrzone

walą się wyczerpane, wysiłkiem bezwładne;

i jak tamte spokojne, szemrzące miłośnie

i cicho jako przyszły odchodzą bezgłośnie

w huczące, spienione wód morskich obszary...

Gdy brzeg ten drga życiem fali rozburzonej,

drugi śpi lodem śmierci w bezruchu spętany...

i na swej tafli szklannej lodem wyiskrzonej

odbija promień słońca w skrach spotęgowany!

Gdzie tylko spojrzeć, kędy rzucić okiem

na prawo, lewo, w górze czy na dole,

na ladzie, czy też pod niebem wysokiem

pustka bez życia! - jedno śmierci pole!...

lecz obraz ten się zmieni, gdy skierujem kroki

hen ku krańcom półwyspu bliżej morza głębi!

Tam już nic ma lodowej spoistej powłoki,

tam już zimy polega morskich wód nie gnębi!...

Pod uderzeniem fali pryska śmierci władza!

i pęka kra w tysiączne cząsteczki rozbita

w biegu się zaraz jedna na drugiej osadza.

Powstaje piękna wyspa cała lodem kryta

kilka metrów wysoka, często pływająca.

Mnóstwo takich wysepek na morzu się tworzy.

Czasem jedna o drugą w swym pędzie potrąca,

czasem się w biegu jedna na drugą położy,

lub przewrócą się grążąc w podmorskiej topieli,

gdzie obie we falach znajdą marny koniec swój,

lecz jeszcze się to w blasku skrzy ogniem i mieni

staczając ze słońca władzą ostatni swój bój! —

fale spokojniejsze, jak na tamtym brzegu

w łagodniejsze teraz fałdy rzeźbią wodną toń

i jakoby żołnierze, w karnym swym szeregu

wyćwiczonym marszem w rytmie przebiegają błoń...

Z półwyspu ku północy, hen na wielkie morze

wzrok ostro na horyzont leci niewstrzymany

i hołdy swe poddańcze śle dusza w pokorze

wielbiąc Stwórcę swego i Pana nad Pany.

Oprócz fal morskich i wodnej przestrzeni

nic ponadto nie widać aż po krańce nieba,

lecz, jak w kalejdoskopie obraz się odmieni,

ale hen na brzeg drugi przenieść się potrzeba

i w dal w stronę południa rzucić wzrok przed siebie,

aż tam gdzie się słabo drugi brzeg wyłania,

gdzie się kończy zatoki lodem ścięte morze,

gdzie wzgórze wioski Gdyni widok w dal zasłania...

Na prawo zaś czernieje we mgle Puck miasteczko

widne całe, wyniosłe ponad lodu pole.

(jedyne dziś dla Polski morskie okieneczko!)

Tam komin niby dzidą strop niebieski kole

i oko się raduje tym obrazem szczerze

widząc domów znajomych różnobarwną wstęgę

i ponad tem wyniosłe dwie kościelne wieże,

a nad tem szarą dymu snującą się pręgę.

Na prawo, jeszcze dalej, hen ku zachodowi

widać wzgórze Swarzewskie i stoki wąwozu,

nad nim kościół wyniosły, podobny tumowi

i dym z pędzącego, gdzieś w dali parowozu...

a wszystko to ujęte w półkoliste ramki

równych nadmorskich brzegów i okryte dachem

najczystszego lazuru bez chmury i plamki

spodem lodu taflą, pod nogami — piachem! —

Na drugim zaś brzegu szukające oko

spostrzeże nad woda, że się coś czernieje;

To raz się podniesie, to schowa głęboko,

aż wreszcie rozróżni masztów sztywnych reje!

Lecz powoli się więcej z pod wody wyłania;

widać wyraźny zarys statku parowego

aż wreszcie się w całej pełni przed nami odsłania

czyniąc wrażenie czegoś majestatycznego!

Płynie rozbijając wód morskich odmęty,

przeskakuje lekko, ślizga się po grzbiecie

wzburzonej fali, czyniąc nagłe szybkie skręty,

jak zgrabna tanecznica w pięknym menuecie!...

Już jest blisko! słychać szum wzburzonej fali! —

Świszczący ostry oddech kolosa morskiego

Za nim dymu pióropusz ciągnie się z oddali

i szeroka wód piana idąca z pod niego!

Już przeszedł mimo... Znowu z oczu szybko znika. —

Ginie spód, potem pokład, wreszcie nikną w dali

kominy, maszty... niebo znów silę z wodą styka

i nic więcej nie widać, oprócz sinej fali!...

Gdy tutaj się nic widzi zimy panowania,

gdy cały przestwór wiosną niby to oddycha;

zatokę pucką lodu powłoka osłania

pod którą śpi głębia morska bezwładna i cicha...

Lecz na jej powierzchni jakiś ruch silę tworzy...

Czarne chybkie postacie taflę przerzynają!

to się nagle na lodzie ktoś jakby położy,

to jakby bez celu wokoło biegają...

Coś podnoszą do góry, jakby rąbiąc lody,

a w rękach mają cienkie jakieś długie tyki

i te grążąc w morzu, jakby kłuli wody

wydają przytem głośne, radosne okrzyki,

gdy do góry wyciągną z sinej głębi morza,

drgającego na haku smacznego węgorza...

Oprócz tego duch ludzki za życiem stęskniony

spostrzeże coś na lodzie niby statek długi

z żaglami rozpiętemi po tafli pędzony...

To rybacy zaprzęgli wiatr na swe usługi

l do sanek, by się one szybciej poruszały

założyli żagle, więc z wiatrem w zawody

pędzi sobie swobodnie taki statek mały

Z szybkością strzały przebiegając lody. -

Innem całkiem życiem drga cała zatoka,

gdzie spojrzeć wszędzie pełno rybaków się kręci,

a słońce łagodne śląc ciepło z wysoka

do pracy im dodaje energji i chęci!

Złudzeniem mamią oczy rozpuszczone żagle,

zda się, że to łódki migają po wodzie,

że morze wolne całkiem — spokojne! — Wtem nagle

promień słońca się odbił na jaskrawym lodzie...

i ze złudzeń przywoła do rzeczywistości,

że tu jeszcze nie nadszedł poryw świeżej wiosny,

że tu jeszcze zima w całej pełni gości

tłumiąc wszelki poryw ożywczy, radosny!...

III. Las.

Poważne, zadumane stoją graby, buki,

wysokie sosny, świerki, razem pomieszane

i nadsłuchując strzegą każdej piasku włóki.

Z nią na życie całe korzeńmi związane

opierają się niszczącej burzy i fal sile

i dla ich żądz zniszczenia stanowią zawady,

a choć po każdej burzy padnie trupów tyle

to i te chronią wyspę od morskiej zagłady!...

A gdy je szron pobieli i osypie puchem,

gdy w nowej miłej oku okażą się szacie,

gdy zadrgają pod lekkim wietrzyka podmuchem

i miljon iskier ognia błyśnie w majestacie,

śni się być chyba w bajce, w pałacu zaklętym!...

i szuka cudnej wróżki, co żyje w tym czarze,

W tym przebajecznym świecie, blaskiem przesiąkniętym

i szuka jej poddanych, co skryci w pieczarze

dla cnotliwych poczciwców skarby swe gotują!...

A dusza w tym widoku granice zatraca

między jawą ułudą, a rzeczywistością...

dopiero osypanych iskier śnieżnych raca

przepoi ludzkie serce bezbrzeżną żałością,

że sen się cudny skończył, prześnił bezpowrotnie; —

że były to dla duszy wyśnione momenta,

które się odbiły, jak we śnie stokrotnie,

a które się na jawie i w życiu pamięta!...

IV. Wieczór, zmrok i noc,

Zapada wieczór, gaśnie złota tarcza słońca...

znika powoli, śląc ostatnie swoje tchnienie!...

Na ziemię czarną pada cień z końca do końca,

a słońce swe ostatnie wysyła spojrzenie

i gęstą głębię lasu na wylot przeszywa!

W cudne barwy maluje dumne stare drzewa.

I gdy pień ich już blizki cień nocy okrywa,

szczyty ich złota czerwień purpury zalewa.

Są więc dumne z tej glorji świetlistej korony

i szemrzą swą modlitwę do Pana istnienia;

“za to żeś nas tu stworzył. Bądź nam uwielbiony

Chwała ci Boże! pokłon od wszego stworzenia! "

Już się skryło słoneczko za Puckiem, za wzgórza,

ale czerwienią ognia i blaskiem purpury

płonie lodowa płyta, aż do gór podnóża

i jak złotem oblane płyną górą chmury!...

Na lodzie dziwne jakieś dzieją się misterja;

to widać niby jezior bezbrzeżne stawiska,

to niby zamku murów rozciąga się serja;

tam dalej jakby znowu wulkan ognia tryska!

ówdzie łąki na niebie, na nich jakieś stada,

gdzieindziej widać w chmurach wód morskich odmęty.

Znowu niby tęczowych kolorów kaskada!

Tam niby szybujące po wodzie okręty...

Oko się gubi, dusza nie rozróżnia wcale

czy to co widzi jawą, czyli jest złudzeniem?

i modli się do Stwórcy w świętym swym zapale

upajając się czarem, żyjąc omamieniem. —

Rzeźbi jakieś obrazy, tworzy je z niczego

buduje zamki, lądy i uprawne pola,

a cała przepojona bezmiarem miłości

woła w świętym zachwycie: ,, Stań się Twoja wola! "

Zostały tak długo w boskiem upojeniu,

pojąc się czarem cudów, lecz kir blizkiej nocy

ukrywa te miraże w szarym płaszczu cieniu

i poddaje świat cały jej wszechwładnej mocy!...

Na niebie się zapalają świateł miryjady,

a na ziemi w oddali tam, gdzie Puck nasz leży

błyszczą wątłe i nikłe ogników gromady.

A hen z prawej od brzegu, z wielkiej morskiej wieży

światła piorun zabłyśnie na moment i zgaśnie,

szeroką luną ognia oblewając brzegi

i znowu jedna chwila w ciemności przeminie

i w chwilę potem znowu błysną krwawe ściegi!

Zresztą cisza wokoło! Czasem łabędź krzyknie,

lub kaczka się odezwie, albo gęś zagęga,

lecz to wszystko bez echa w czarnej nocy niknie

i skryje w swoim cieniu wszechmocna potęga!

Cisza w koło... jak do snu kołysze szum lasu.

i szmer cichej fali do głębi rozmarza!

Traci się świadomość i rachubę czasu

biorąc udział w modlitwie u tego ołtarza!...

Majestatyczny księżyc, jak nowo poczęty

bez żadnej zapowiedzi wychodzi z pod wody

i jak zawsze wesoły zawsze uśmiechnięty

i jak zawsze ciekawski, zawsze wiecznie młody

łagodnem swoim blaskiem zimną toń zalewa

posrebrzając pagórki i brzegi piasczyste!

Rozbłysły w nowym świetle zadumane drzewa

stanęły całe w blasku łagodnym srebrzyste!...

Seledynem przepoił wód morskich odmęty

oświetlając je dodał, jakby żywej mocy,

rozjaśnił firmament nad nimi rozpięty

i wygnał precz ciemności panującej nocy!...

W jego blasku spostrzeże w dali wzrok śledzący

cień jakowejś barki lub rybackiej łodzi,

która, jako ów statek samotnie błądzący

i sławny okręt śmierci cicho w dal uchodzi!...

Tylko żagle czernieją żałoby welony

widoczne jeszcze słabo z pobliskiej oddali

i statek — duch, bez życia, jakby opuszczony

poszedł błądzić samotny po szerokiej fali. -

V. Poranek

Jeszcze noc nie zwinęła swej czarnej zasłony!

Jeszcze drgają na niebie, w górze, hen wysoko

i w wodzie pod nogami gwiazd srebrnych miljony,

ale tam gdzie zaledwie sięgnie ludzkie oko,

gdzie się wodna płaszczyzna z kręgiem firmamentu

łączy, tam się różowi, okrywa purpurą

i z pod morskiego wytryska odmętu

pęk słonecznych promieni otoczonych chmurą

i kładą się na wodę, biegną tuż pod stopy

za niemi się wytacza w swej potędze słońce

i śle swe powitanie krajom Europy...

Ale naprzód przed sobą śle promienne gońce! —

Samo zaś uśmiechnięte, jak panna z kąpieli

jeszcze jakby swe rzęsy obmyć chciało w wodzie...

wreszcie w pełni wychodzi z podmorskiej topieli

i dumnie kroczy naprzód w zwycięzkim pochodzie!...

W promieniach jego światła życie się rozwija...

Tu widać grupę kaczek kąpiących się blizko.

Tam znowu sznur łabędzi nad wodą się wzbija

z krzykiem i szumem lecąc na wód żerowisko!

Nad falą widać długie mew żarłocznych sznury

to się wzbijają, to znikają w wodzi...

tu stado dzikich gęsi ciągnie hen pod chmury

i foremnym swym klinem sklep niebieski bodzie! —

Na wodzie płonącej całej rozpalonej żarem

szereg rybackich łódek, jak wstęga się mieni

napełniając krajobraz przebajecznym czarem,

rozbłyskując żaglami w potopie czerwieni! –

VI. Burza.

Burza idzie po morzu leci głos trwożliwy!

Burza idzie po morzu cicho szemrzą drzewa!

i wierzchołkami starców idzie szept żarliwy

o przebłaganie Boga, bo się morze gniewa! —

Drżą w swoich posadach niewzruszone sosny...

zatrzęsły się graby i płaczące brzozy...

trzewiem ich przebiega dreszcz śmierci żałosny

przed wichrem, posłem burzy, zniszczenia i grozy!

Tak czekają tej mocy, która im śmierć niesie;

a ona idzie zwolna, od zachodu kroczy! —

Już jej poseł wichura hula w gęstym lesie

i piaskiem i kurzawą ku wierzchołkom skoczy! —

Zgina potężne trzony i koron ich szczyty!

jakby kazał wybijać przed burzą pokłony!

a ona idzie zwolna, gasząca błękity

i skrywa wszystkie blaski w czarne swe zasłony!

Hen od krawędzi nieba, gdzie są sine dale

idzie potężna groźba i śmierci strach blady...

Siekane biczem wichru walą straszne fale

tworząc przepaście bez dna, fontanny... kaskady...

Gdzie spojrzeć, całe morze w garby sfalowane!

Pędzą z rozwiązaną grzywa, i jakby dymiące,

wzburzone fale, wściekłe, złe i rozhulane

wszystkiemu co spotkają zagładę niosące!

Tu kilka metrów w górę sięgające ściany,

pod niemi czarna przepaść toni rozburzonej...

Tam znowu, jak niszczące olbrzymie tarany

z potężnej, niszczycielskiej kuszy wypuszczonej!...

Jak czasem koń podskoczy uderzon ostrogą,

tak skoczy nagle w górę przez wicher podbity

rozwścieczony i jakby oślepiony trwogą

spieniony bałwan bijąc o niebios błękity...

Wszystko się skotłowało ni niebios ni wody,

wszystko jakiś paroksyzm ogarnął zniszczenia,

więc oszalałe z gniewu szukają przeszkody

jakichś przedmiotów martwych, albo też stworzenia!

Huk wzburzonych bałwanów, krew w tętnicy ścina,

a potęga idąca od czarciego tańca

do ostateczności nerwy nam napina,

gdy stoimy na cyplu niepewnego szańca!...

Potężna walka przemożnych żywiołów

duszę ani obawą ani przejmie strachem.

Spokojnie patrzy w głąb tych oszalałych dołów,

gdzie dla nich piany bałwan przez chwilę jest dachem.

I w tym zaciekłym boju. w tej walce zniszczenia,

jakoby się odrodziła i jakby odżyła,

drgnęła struną nie grozy, ale uwielbienia

i w głąb ducha spłynęła nieśmiertelna siła!...

Pojąc się dźwiękiem ryku, mocy tej stęskniona

miesza swe słabe glosy z głosami natury

i niby z pętów ciała całkiem uwolniona

łącząc się wraz z żywiołem wzbija się pod chmury!

Wątła łupina... piłka na fale rzucona...

Olbrzym morski, parowiec czterokominowy!

Zdaje się, że załoga jego jest zgubiona,

że morze mu szykuje grobowiec gotowy...

To się, jakby nań wali cala wody góra

z pokładu wszystko spłucze co na nim spoczywa...

To jakby znowu piany rozpylonej chmura

z przed oczu przerażonych na zawsze go skrywa! —

Znów jakby na potężnym wyjedzie rumaku

wybiegnie, aż pod błękit na wzburzonej pianie! —

To dziobem lecąc zginie w fal wściekłych orszaku

prostopadle spadając po ruchomej ścianie!

I zda się, że utonął!... w wrzącej tej głębinie!...

Nie! — jeszcze się boryka skryty w pianie cały

chwila, jak wieczność długa nareszcie przeminie...

Zwyciężył śmierć! wypłynął dumny, okazały! —

Dzień gaśnie!... Burza wyje! — ryczy czarne morze...

W nieprzebitej ciemności szaleją orkany...

Wichura spustoszenie czyni w dumnym borze. —

Noc czarnym swoim płaszczem — skrywa świat znękany!...

 

VII. Kolej i jej znaczenie.

Środkiem półwyspu wąż się stali wije,

zakreśla częste luki, albo przed się bieży.

Przecina łąki, bagna, lub się w lesie kryje!

Często w piaskową górę, jako klin uderzy

i na wylot przebije. Obok biegną słupy

telefonicznej linji łączącej się z światem. —

Często zbiegną się druty na dachu chałupy

łącząc się z umieszczonym wewnątrz aparatem!

Pędzi potwór stalowy, budząc leśne echa,

syczy, sapie i bucha, dymem, ogniem, skrami;

i tam gdzie się przyroda do życia uśmiecha

znaczy swoja drogę drzew ściętych trupami.

Ponad samym brzegiem morskiej toni pędzi

przerzyna znów moczary i łąki bagniste!

Płoszy sznur zdziwionych strwożonych łabędzi,

który rozwijając swe lotki srebrzyste

uchodzi wdal na morze, gdzie jak śnieg opada,

tam znowu bez obawy igra wraz z falami.

To się jakby pod wodę zapadnie gromada,

to błyśnie ponad tonią giętkiemi szyjami...

Parowóz pędzi dalej, aż tam gdzie robota

wre w całej swej pełni. Kręcą się żołnierze.

Wszędzie tryska wesołość, radość i ochota;

huczą, żelazne młoty, bijąc mocno, szczerze.

Tu przytwierdzają szyny do progów hakami;

ówdzie znów kluczem spaja ich wężowe skręty!

Tam podbijają piasek twardy pod stopami.

Inny znowu czem innem na razie zajęty

roznosi i rozkłada gwoździe i podkładki.

Z wozów zrzucają z hukiem o ziem ciężkie progi,

furmanki je rozwożą na czoło układki,

same sobie torując w piasku nowe drogi.

Tu przesuwają wózek torem kolejowym;

za chwilę nań żelazne szyny naładują

i z pośpiechem i lądem naprawdę wzorowym

znów drogę wśród robiących z powrotem torują!

A tam już inna partia szyny te rozkłada,

a dzieje się to często z krzykiem i wołaniem.

Często szyna za ostro porzucona spada,

lecz wypadek się kończy na szczęście łajaniem...

Jeszcze parę uderzeń, spojeń i już rusza

długi wąż wozów z tyłu popychanych,

na końcu ich widnieje wstęga pióropusza!

Już stanęły... słychać dźwięki szyn zrzucanych

upadek z góry progów, wesołe okrzyki,

nawoływania ludzi, parowozu świsty,

wesoło parskające przy wozach koniki

składają się na obraz życiem rzeczywisty...

A dzieje się to wszystko przy wietrze i mrozie

wichurze, czy śnieżycy, pogodzie czy słocie,

morskiej burzy szalonej i fal ciągłych grozie! —

Nic nie przeszkadza ludziom w wytrwałej robocie.

Cywilni też pracują razem z żołnierzami!

Pomagają dziewczęta gorliwie ochotnie!

przecież to przeczuwają instynktownie sami,

że kolej trud ich kiedyś nagrodzi stokrotnie!

Na jałową dziś wydmę zwiozą ornej roli,

zaorzą ją, zasieją wzrosną piękne płody,

sprowadzą sztuczny nawóz potasowych soli...

założą owocowe sady i ogrody!

Powstaną piękne wille, ładna bila droga;

zaroi się półwysep, połączy się z światem,

a już w raj prawdziwy ta wydma uboga

ustroi się przepychem jesienią i latem. —

Żądnych wrażeń nadmorskich z Polski zwozić będą

przepełnione pociągi, sprawnie kursujące

i piaszczyste pagórki wesoło obsiędą

podziwiać fale morskie życiem wciąż drgające!

Zakochanych parami zaroją się lasy!

Miłość wśród tego czaru i wrażeń przesytu

nabierze nowej mocy potęgi i krasy

przy szumie fali morskiej słońca i błękitu...

Więc się radość, ochota ludziom dziś udziela,

a linja szyn stalowych codzień się przedłuża

dąży tam, gdzie wody nic już nie rozdziela.

gdzie się nic ponad fale więcej nic wynurza,

gdzie miasta, wieże i budynków szczyty,

gdzie stoi latarnia na wybrzeżu Helu,

gdzie mały port rybacki od morza zakryty

tam dochodząc, dojdziemy do budowy celu!...

Jak w dobrym gospodarstwie jedna rządzi głowa

tak i tu wszystko w rękach jednego człowieka.

Przez niego w czyn się zmienia idea rządowa,

by półwysep należny do Polski od wieka

złączyć z wolną Macierzą już nazawsze trwale!

On jest więc duszą całą. Jego myśl przenika

i przymusza pracować gorliwie w zapale

każdego poddanego sobie pracownika!

Ojczyzna zyska dostęp do morza wolnego

niezależnie od wszystkich wrogich nam traktatów!

Pokażem, że żyć możem bez Gdańska pruskiego

i stworzym nowe drogi do zamorskich światów!...

Wtedy to i Gdańsk zmięknie, pozbędzie się buty

i pozna, że bez Polski marny jego byt

i znów jak przed laty spłyną Wisłą szkuty,

a dla Polski i Gdańska wzejdzie nowy świt!...

KUŹNICA na Helu. 1. III. 1921.