"Helska Bliza" (Numer xxxxx)

O poglądach, inności i rozsądku (a także jego braku)

W czasach, które jeszcze pamiętam usłyszałem kiedyś w jakiejś wsi bicie w bęben. Był to obwoływacz ogłoszeń gminnych – mówił ludziom, co ważne i o czym wiedzieć trzeba. Czasami przydałby się w Helu taki dobosz – chodziłby po Wiejskiej i wbijał ludziom do głowy, co ważne i prawdziwe, a co zmyślone i wydumane.

Od kiedy pojawiłem się w Helu zmieniło się bardzo wiele i zmienia się lawinowo dalej. Dawniej, nie było rodziny, nie byłoby domu, gdzie ktoś nie rybaczyłby. Teraz punkt ciężkości bardzo się przesunął. Kutry idą na żyletki, wiele z tych, które zostały przerabia się na wycieczkowce dla turystów wielkie hale przetwórstwa w porcie straszą pustką i wybitymi szybami…

Kończy się era masowości rybactwa, tak jak w ostatnich dziesiątkach lat traktory i kombajny wyludniły wsie. Dziś takie same połowy dostarcza dużo mniejsza ilość wyspecjalizowanych kutrów z bogatym, nowoczesnym sprzętem. Zostaje sentyment, wspomnienia, a często twardy upór, na który nie ma argumentów. Świat się zmienia, może nawet zbyt szybko, jak na moje potrzeby, ale zmienia się nieuchronnie. Do tych zmian można się zaadaptować, lub zostać wiecznie niezadowolonym buntownikiem, wychwalającym to, co było kiedyś i namawiającym wszystkich do powrotu do starych, dobrych czasów.

Nie ma powrotu do czasu, który przeminął, nie ma - choćbyśmy wszyscy nie wiem jak chcieli. Owszem, są niestety decyzje polityczne, które potrafią nawet cały kraj cofnąć w rozwoju, zakazać, zabronić, nakazać – ale patrząc z perspektywy czasu NIGDY nie prowadziło to do niczego dobrego, zawsze kończyło się klapą i wielkim zamieszaniem.

W coraz ostrzejszych dyskusjach, w których ścierają się ze sobą całe grupy ludności półwyspu, w których klasy społeczne walczą ze sobą na gwałt tworząc i podkreślając własną odrębność, w których jedne miejscowości stawne są przeciw drugim, w których argumentami zaczynają być arogancja i przemoc słowna – w takich dyskusjach są tylko sami pokonani.

Coraz częściej słyszę ksenofobiczny argument o obcości tych „innych”, którzy są komuś obcy i nie mają racji, dlatego tylko - że są obcy!

Spokojnie żyjąca przez lata Jugosławia spłynęła krwią z powodu fali takich rozumowań. Ludzie trzeźwo myślący widzą bezsensowność ksenofobicznych fobii – ale niestety takich ludzi jest mniejszość. Fanatyzm zdaje się być nieodłącznym towarzyszem naszych czasów i to wcale nie koniecznie jakiś odległy muzułmański, ale nasz rodzimy, pseudo-katolicki i pseudo-patriotyczny.

„On mówi bzdury, bo on nie stąd”, „on jest głupi i kłamie jak najęty, bo on przyjechał z Warszawy”, „on jest brudnym dzikusem, bo on z Kaszubów”,  „niech wraca, skąd przyjechała” – to autentyczne cytaty spisane właśnie z internetu. Zgroza….

KAŻDE takie rozumowanie jest chore, każda taka obelga kwalifikuje wypowiadającego ją do grupy ludzi, których nie sposób przekonać argumentami, bo oni i tak wiedzą swoje i to wiedzą zawsze lepiej.

Także społeczność rybaków nawet, jeśli ma tradycje sprzed setek lat, abonamentu na nieomylność nie ma. Argument, ze ktoś ma racje, bo miał to szczęście, ze jego rodzinę wojna łagodnie potraktowała jest po prostu idiotyczny. Można go postawić w rzędzie tych twierdzeń – „że jak stary – to mądrzejszy”! A skąd w takim razie starzy głupcy, starzy zapijaczeni menele, starzy bezradni i bezdomni - żeby tylko uprzytomnić czytelnikowi krańcowości.

A młodzi mądrzy, wykształceni, pracowici i zdolni   też się zdarzają – choć wielu odmawia im prawa do wypowiadania się i takiej myśli nawet nie dopuszcza do siebie.

Tak na marginesie – całe wielkie Stany Zjednoczone stworzyli ludzie OBCY, PRZYJEZDNI i świetnie sobie poradzili – co prawda obecnie oni już też przechwalają się, że ten, czyj przodek wcześniej dobił do amerykańskiego brzegu ma większe moralne prawa do wypowiedzi na różne tematy.

Nasz Półwysep przeszedł ciężkie losy - zabory, przesiedlenia, wynaradawianie, wojny, wysiedlenia, śmierci tak wielu bliskich i znów wysiedlenia…..

Historycznie, większy spokój był w Jastarni – tak chciał los. Hel, najpierw niemiecki, potem zasiedlany na siłę polskimi osadnikami, przeżył i wysiedlenia Niemców, i potem okupacyjne wysiedlenia Polaków, rosyjską nawałę w 1945 roku i znów wysiedlenia, wysiedlenia…

Jedną z takich dyskusji, która trwa od dawna i zaognia się ostatnio coraz bardziej jest projekt morświnarium w Helu.

Cóż z tego, że pan Skóra udowodnił przez lata, ze potrafi budować, że potrafi zdobyć fundusze na swoje inwestycje bez obciążania lokalnej społeczności. Cóż z tego, że dzięki działaniom jego i jego zespołu, udało się zatrzymać postępującą niegdyś degenerację Zatoki Puckiej. Cóż z tego, że kraczący w czasie planowania i budowy fokarium czarnowidze okazali się nie mieć racji? Cóż z tego, że jeszcze jak na złość p.Skóra odnosi sukcesy przyciągając rzesze turystów do Helu, gdzie jeszcze nie tak dawno jedną z głównych atrakcji był szlaban i pięknie salutujący żołnierz, a gdzie teraz mieszkańcy Helu coraz więcej budują i zaczynają marzyć o lepszym bycie….

Celowo nie wchodzę tu w rozważania naukowe, w których tak celują ostatnio antagoniści p.Skóry – np. z Jastarni, bo staram się nie wypowiadać w dziedzinach, na których się nie znam. Denerwują mnie jednak pseudo-naukowe argumenty przeciwników, morświnarium, którzy tak „fachowo” posługują się terminologią naukową i przytaczają niezliczone wyniki badań – wyłącznie tych pokazujących projekt w czarnych barwach, jakby sami co najmniej byli naukowcami z danej dziedziny. Są to bardzo często ludzie pracowici i znakomici w swoim fachu – ale fachem tym jest najczęściej łowienie ryb – a resztę poznali ze słyszenia i uwierzyli w to, w co chcieli.

Przypomina mi się ogólnopolska dyskusja, zakończona niezwykle kosztownym upadkiem elektrowni jądrowej Żarnowiec, z powodu – nie boje się tego stwierdzenia – głupoty i nieuctwa protestujących osób. Elektrownia jądrowa, która nie jest w żadnej mierze bombą atomową, nie grozi wybuchem – i jest NAJCZYSTSZYM I NAJBEZPIECZNIEJSZYM źródłem energii została zniszczona przez krzykaczy-nieuków przekonanych o własnych, bzdurnych racjach., Jeśli ktoś daje Czarnobyl za przykład zagrożenia a nie wie, w czym Czarnobyl był krańcowo inny i dlaczego spowodował katastrofę – daje tylko świadectwo własnego nieuctwa. (chętnie go w tej materii doszkolę, ale to temat całkiem innej bajki).

Tradycyjny konflikt pomiędzy „postkomunistycznym” i "wykorzenionym" Helem a „prawicową”, tradycyjną Jastarnią na szczęście powoli zanika, ale nierozumne działania przyczyniają się do jego eskalacji.

Czy pan Skóra nie umie rozmawiać z rybakami? – być może to prawda. Ale to wcale nie jest argument na to, że nie ma racji. A jeśli przed spotkaniem z p.Skórą słyszę twierdzenie, że „ten Skóra kłamie nawet jak jeszcze ust nie otworzył” – to proszę państwa, ręce opadają.

Tak ujawniają się najgorsze, typowo polskie cechy: „Nie wiem, o co chodzi ale na wszelki wypadek powiem NIE bo NIE”. Do tych „miłych” uczuć przekonania o własnej wyższości i nieomylności dołącza się jeszcze często zwyczajna zawiść – „ja tego nie mam i mieć nie będę – to i im rzucę kłody pod nogi”.


To trudne, ale trzeba to uświadomić ludności Wybrzeża - masowe (pod względem zatrudnienia) rybołówstwo na Bałtyku odchodzi jako podstawowe źródło utrzymania do przeszłości. Trzeba się przestawić na turystykę. A decyzja o blokowaniu morświnarium na pewno nie zwiększy szans Kaszubów (czy kogokolwiek innego) na uczciwy zarobek. Antagoniści projektu często przerzucają się przedziwnymi argumentami– najbardziej podobał mi się dyskutant, który dysponując widocznie wiedza niedostępną dla maluczkich opowiada niemal w jednym zdaniu o:

„7000 sztuk przyłowu morświna tylko przez samych Duńczyków rocznie u wybrzeży sundów”, a zaraz potem pisze:

„W lecie ubiegłego roku przeprowadzono zakrojone na szeroką skalę badania mające określić liczebność morświnów na naszym wybrzeżu. Szukano go z powietrza z wody a nawet z podwody za pomocą urządzeń hydrolokacyjnych i tak jakoś nie wykryto ani jednego”

Widać morświny lubią tylko Duńczyków….

Pan Skóra wyraźnie pisze, ze nie będzie się "więzić" morświnów ale przedłużać życie tym osobnikom, które same nie miałyby szans na przeżycie. Cytuję:

”Morświn jest zwierzęciem występującym w Bałtyku niezwykle rzadko. W związku z
tym niedopuszczalne jest odławianie bałtyckich osobników do hodowli. Nie
planuje się przetrzymywania w morświnarium osobników z Bałtyku. Powinny być to
zwierzęta pochodzące z ośrodka hodowlanego lub placówki badawczej z rejonu
Cieśnin Duńskich lub Morza Północnego. Do niektórych z nich trafiają żywe, ale
kontuzjowane i chore morświny. Po zakończeniu procesu rehabilitacji, jeśli
jakieś okoliczności uniemożliwiają wypuszczenie tych zwierząt na swobodę, ich
opiekunowie mogą zadecydować o przeznaczeniu wybranych osobników do celów
hodowlanych.”

Naukowcy chcą coś badać i mają na to kasę – nie wtrącajmy się, jeśli nam to naprawdę nie sprawia istotnych kłopotów. Morświnarium ma być obiektem zamkniętym i nawet dla każdego powinno być jasne ze wpływ takiego obiektu na otoczenie jest żaden. Wpływ działań naukowców na otoczenie – to już inna sprawa, ale wpływać mogą i wpływać będą w równym stopniu(!) czy z morświnarium, czy też bez niego. Osobiście uważam, że demokratyczne decyzje maja jakieś granice i nie można na przykład „demokratycznie” głosować, jak najlepiej usuwać ślepą kiszkę – bo to sprawa chirurgów.

Zyski we wzroście atrakcyjności całego rejonu są już obecnie niewątpliwe, i rdzenni, zasiedzieli Kaszubi też z tego sobie zdają sprawę, przestając już w większości wynajmować krzywe tzw. „campingi” z płyty pilśniowej gdzieś na podwórku, a budując i wyposażając domy wczasowe z łazienkami i pełnią wygód.

Obecnie nikomu nie żyje się lekko, ale źródło dochodów przesuwa się zdecydowanie z rybołówstawa na turystykę i nikt tego nie zmieni – może najwyżej „sypać piasek w łożyska parowozu historii”  - jak się kiedyś mawiało..

Do takich usiłowań można zaliczyć inną historię z ostatnich tygodni – pomysł zniszczenia renomy Helu przez budowę w nim więzienia.

Zaprezentowano nam tu, też pozornie logiczne rozumowanie – są niszczejące opuszczone budynki wojskowe, wiec dalej je zagospodarowywać! Jeden „pomysłowy” helanin (przez litość nie podam jego nazwiska) oświadczył nawet publicznie, że to może być dobry pomysł, bo dzięki więzieniu powstaną w Helu dodatkowe miejsca pracy!

A wiec tu też pojawiła się grupa ludzi – poważnych, na stanowiskach, tajemniczych decydentów, którzy wiedzą, co będzie rzekom lepsze dla Helu i którzy maja tzw. „nieodparte argumenty” na poparcie swoich racji.

Że te racje zniszczyłyby opinie Helu jako uzdrowiska i kurortu, że ziemia w Helu jest najdroższa w Polsce i stawianie na niej więzienia to delikatnie mówiąc rozrzutność, że ŻADNE miejsca pracy nie powstaną (w wiezieniu 90% czynności obsługi wykonują sami więźniowie, a służba więzienna to formacja typu policyjnego i nie przyjmuje bezrobotnych z ulicy) a wprost przeciwnie masy Helan stracą pracę z powodu odpływy turystów, ze wzrośnie poczucie zagrożenia u mieszkańców – o tym jakoś poważni decydenci zdawali się nie wiedzieć.

Pomysł zrobienia więzienia w kurorcie, w jedynym takim miejscu w Polsce które ma niepowtarzalne położenie wśród morza i dzikiej przyrody, które jest przyrodniczym Parkiem Krajobrazowym i perełka turystyczną - taki pomysł mógł się zrodzić tylko w jakimś chorym, ptasim móżdżku.....
Chyba, żeby "nieodpłatne przekazanie" budynków i terenu pod więzienie, o które wystąpiła p. rzecznik prasowy Centralnego Zarządu Służby Więziennej (CZSW) kpt.Luiza Sałapabyło tylko próbą zawłaszczenia jednego z najdroższych terenów inwestycyjnych w Polsce?
Ponadto, wiadomo, że Hel zawsze głosował na Aleksandra Kwaśniewskiego, nadał mu uroczyście honorowe obywatelstwo Miasta, więc zaczęto tu głośno mówić, że to chyba zemsta kaczystów na Helu.....
Więzienie "to poroniony pomysł" - skomentował krótko Tadeusz Muża, powiatowy radny z Helu. W Polskę poszły protesty. Burmistrz Helu Mirosław Wądołowski napisał do prezydenta, premiera, ministrów sprawiedliwości i MON, CZSW i wojewody, przedstawiając argumenty przeciwko lokalizacji zakładu karnego w Helu, także w internecie rozpętała się akcja, która zaowocowała wysłaniem do CZSW i gazet kilkuset maili z protestami, w tym także z wielu innych krajów - w pierwszym rzędzie zaprotestował Urząd Burmistrza z Hermeskeil - partnerskiego miasta Helu.
W końcu tak bezgranicznie głupi pomysł udało się utrącić...

Po 2 dniach od ogłoszenia o wiezieniu 24 III prasa doniosła, że Rzecznik prasowy Centralnego Zarządu Służby Więziennej (CZSW) Luiza Sałapa poinformowała, że na Helu nie powstanie żaden zakład karny.
”Sałapa sprzeciw miejscowych władz w tej sprawie określiła jako "rozpętanie niezrozumiałego zamieszania" i podkreśliła, że w sprawie ewentualnej lokalizacji w Helu zakładu karnego nigdy nie zapadła żadna wiążąca decyzja”.


Jasne! Trzeba było cierpliwie czekać, aż "wiążąca decyzja" zapadnie - i nie "rozpętywać niezrozumiałego zamieszania".
Z dalszych wypowiedzi CZSW wynika, że najchętniej wyparliby się tego pomysłu w ogóle, ale dowody ich inicjatywy są nie do podważenia! A najciekawsze byłoby poznać, niestety anonimowe, skrzętnie skrywane, nazwisko pomysłodawcy tego idiotyzmu - ciekawe, jakie mogą być jego inne rewelacje...

Podsumowując – widzę, że jak tylko ktoś spoza Helu usiłuje wymyślić, co dla Helu jest dobre – to na ogół trafia kulą w płot. Więc mili moi, bliżsi i dalsi sąsiedzi - nie wtrącajcie się proszę w sprawy, które NAPRAWDĘ was nie dotyczą, mimo waszych teorii i licznie wykrzykiwanych argumentów, bo jeszcze pomyślę, że to tylko z zawiści, że w Helu może być lepiej a u was nie….

Mamut
[© Władysław Szarski]