"Helska Bliza" (Numer 14 (223)1.9.2006)

WIELKA, LETNIA NIEDZIELA

1. Introitus: Requiem aeternam - Wieczny odpoczynek daj im Panie..
W niedzielę zakończył się w Helu VI Koncert Muzyki Kameralnej wspaniałym wystawieniem mszy żałobnej Mozarta znanej powszechnie jako Requiem d-moll KV 626. Koncert poświęcono pamięci naszego zmarłego Ojca Świętego - Jana Pawła II. - "Dzięki ludziom i opatrzności możemy Mu oddać hołd" - jak podsumował Dyrektor Festiwalu - p. Dariusz Paradowski.
Gorąca nawa kościoła i masa zasłuchanych ludzi. Oczekiwanie, aż dyrygent skinie batutą i rozlegną się pierwsze porywające tony. Niedzielny koncert stał się niezamierzenie klamrą zamykająca trzydniowe pokazy wojskowe odtwarzające jedne z najkrwawszych wydarzeń minionej wojny. Jakże to niesamowite, przewrotne przedstawienie sensu całego życia, które z pewnością zaaprobowałby nasz wielki Papież, niezrównany filozof i erudyta - oto wojenne dni koronuje msza żałobna. Czyż można znaleźć sensowniejsze podsumowanie dla wojen, ich okrucieństw i bezsensowności? Wiatr rozwiał już dawno zarówno prochy bohaterów i tchórzy, a my, żyjący w spokoju zapominamy, czym jest naprawdę wojna, okrucieństwa, krew i żałoba.

2. Kyrie eleison - Panie zmiłuj się..
Po sekundach zadumy znów nad siedzącymi w kościele ludźmi wzbijają się potężne tony przejmującej muzyki..
To wspaniałe, nieśmiertelne dzieło umierającego geniusza, Mozarta.
Ta pieśń o śmierci, o końcu, który nas czeka przeplata się z wielusetletnią historia i z losami żywych. Kyrie narasta od bezosobowej modlitwy ku coraz bardziej osobistemu wołaniu, w którym wydaje nam się, że słyszymy: Panie, musisz zmiłować się nade mną!

Przez ostatnie dni i dziś, w tę wielką helską niedzielę dziesiątki ubranych w mundury zapaleńców przedstawiało - jakże wspaniale, wojenne epizody. Przez ostanie dni zdobywano umocnienia, z nieba spadały desanty, prezentowano musztrę i wyposażenie wojskowe, a dziś w kulminację tych pokazów starano się przypomnieć krwawe przełamanie panowania Hitlera w Europie, straszny i zwycięski desant na plaży "Omaha".
Plaża "Omaha" o długości prawie 10 kilometrów była jednym z największych rejonów inwazji. Tutaj też alianci zapłacili wielka daninę krwi w spotkaniu z najtwardszym oporem niemieckim.

3. Dies Irae - W gniewu dzień, w tę pomsty chwilę, świat w popielnym legnie pyle..
I znów wznoszą się nad nami tony tej strasznej i wspanialej muzyki. Grzmią kotły, potężnieje muzyka. Śpiewacy wprowadzają nas w wieczność i czekający każdego koniec, odmalowując bezlitosny obraz grozy Sądu Ostatecznego. Wtedy, ponad 60 lat temu, tysiące młodych ludzi stłoczonych jak szczury na śmierdzących i nieprawdopodobnie zatłoczonych barkach desantowych czekały niekończącymi się dniami, w pełnym, ciężkim rynsztunku na KONIEC tego nieznośnego stanu - choćby miał nawet być końcem każdego z nich.
A potem, zamiast niebiańskiej muzyki usłyszeli straszliwe przygotowanie artyleryjskie, które zdawało się nie mieć końca i ryk setek motorów - amfibii, barek desantowych i czołgów, uderzenia fal, szalony ostrzał i nagle, wyczekiwane uderzenia o dno i otwarcie się klap desantowych na świat, na powietrze..
Dziś na rozpalonej plaży w Helu nie było krwi, świetnie grający aktorzy obu stron i niezliczona publiczność bawili się razem w wielkie, barwne widowisko. Pieczołowicie odtwarzane mundury i sprzęt, wystrzały i liczne wybuchy wzbijające fontanny piachu.
Dziś na helskiej plaży inscenizacja była wesoła, wokół niezmierzone tłumy skąpo ubranych turystów, grający broniących się i atakujących żołnierzy aktorzy- zapaleńcy, spadochroniarze nagradzani brawami za celne lądowania i wakacyjny, bezstresowy luz.
Wtedy, żołnierze już po wielekroć pożegnali się z życiem, ielu już po spowiedzi i sakramentach, niemal wszyscy po rozporządzeniu swym doczesnym dobytkiem i po ostatnim ucałowaniu fotografii bliskich czekali na to, co przyniesie im tamten dzień.

4. Tuba mirum - Trąba strasznym zabrzmi tonem..
Spiżowe dźwięki trąby przenikające groby i wzywające na sąd, przeplatają się we wspaniałym duecie z basem i rozpoczynają tę sekwencję Requiem.
Nawet zmarli będą osądzeni, nic nie ujdzie karze - cóż mam na to rzec ja, biedny człowiek?

Dla desantujących się nadszedł w końcu ten wyczekany skok do wody, który dla tak wielu, obciążonych sprzętem okazał się skokiem ostatnim. I ten pozornie zbawczy piasek plaży, do którego chcieli dotrzeć wszyscy, a który dla niezliczonych był tylko gąbką wysysającą ich krew.
Po 10 minutach od opuszczenia ramp desantowych atakujące kompanie zostały niemal rozbite i praktycznie pozbawione dowódców. Lądowanie stało się dramatyczną walką o przetrwanie i ocalenie. Ważyły się losy dalszej kontynuacji ataku.

5. Rex tremendae - Królu, w grozie swej bezmierny, zbawisz z łaski lud twój wierny..
Zbawiłeś mnie przez swe cierpienie, Twój trud nie może okazać się daremny.
- Z krzyża pod stropem patrzy na nas umierający Chrystus - tak okrutnie i bezsensownie umęczony, dla zbawienia tych, którzy jakże często wyklinają Go i lekceważą..

Atakujący z determinacją starali się ukryć w piasku, który aż gotował się od niemieckiego ostrzału z wysokiego brzegu, mimo strat pełzli dalej i dalej. Wielkie, wypełnione trotylem rury bangalore przesuwali z narażeniem życia podając je jedni drugim do przodu, pod zasieki, by w końcu, w jednym momencie wybuch poderwał je do nieba..
Dziś aktorzy też taszczyli te rury ze sobą, ale nie było na nich krwi, nie było dramatu - liczne otoczenie nagradzało brawami efektowny upadek zabitego, który miał pewność, ze nie tylko przeżyje, ale ze zostanie za kilka minut pochwalony przez bliskich i obcych za swój trud i aktorskie starania. Wtedy, tamci młodzi, rozpaczliwie chcieli żyć.
Mozart, pisał Requiem już ciężko chory, czuł już własny koniec, a był w wieku wielu z tych żołnierzy, 35-letni, krzyczał w rozpaczy za zbyt krótkim życiem. Tak, jak każdy z tych desperatów na plaży "Omaha" - przerażonych nawałą ogniową broniących się młodych chłopców niemieckich i mas takich samych chłopców alianckich, którym okrutny i bezsensowny jak śmiertelna choroba los kazał się wzajemnie mordować a którzy chcieli przeżyć i zwyciężyć.

6. Recordare Jesu - Jezu drogi, nie gub mnie w dzień straszny trwogi..
Plaża nie była końcem udręk, za nią wnosił się potężny najeżony ciężką bronią klif, który żołnierze musieli pokonać - lub zginąć bezowocnie wszyscy.
Z 34 tysięcy żołnierzy desantowanych przez cały dzień na plaży Omaha zginęło ok. 2,5 tysiąca - niemal głównie żołnierzy pierwszego rzutu. A takich desantowanych plaż było kilka jednocześnie.

7. Confutatis maledictis - Weź mnie do błogosławionych, błagam z czołem pochylonym..
Requiem niesie przesłanie, że śmierć mimo wszystko, to nie przerażające widmo, ale przyjaciel. Myśli o śmierci nie były Mozartowi obce. W jednym z listów do chorego ojca napisał, że śmierć jest prawdziwym i ostatecznym celem życia człowieka, jego najlepszą przyjaciółką - uspokajającą i pocieszającą. Dzięki wierze w Boga wierzył, że śmierć jest kluczem do wiecznego, prawdziwego szczęścia. Z jego wzniosłego, elegijnego Requiem emanuje poczucie bezpieczeństwa, ufności, jakiegoś niesamowitego spokoju duszy, pewności, że mimo naszej śmierci nastanie nowy dzień.

8. Lacrimosa - O dniu jęku, o dniu szlochu..
Mozart w czasie ostatniej próby z przyjaciółmi śpiewał partię altową. Próbę przerwano, gdy rozpłakał się, śpiewając Lacrimosa dies illa - "O dniu jęku, o dniu szlochu, kiedy z popielnego prochu człowiek winny na sąd stanie..."
Mozart prowadził wyścig z czasem, uważając, że pisze mszę dla samego siebie. Tego dnia, odłożył niedokończoną partyturę i jedenaście godzin później, około pierwszej w nocy, zmarł. Zostawił niedokończoną partyturę, notatki, karteczki, projekty.
Co decyduje o Boskich wyrokach? Dlaczego odszedł ponadczasowy kompozytor tak pięknie Boga sławiący? Czemu Najwyższy kierował pociski w serca tych bezradnych chłopców, którzy pozostali wtedy w piachu na plażach zdobywanej Europy?

9. Domine Jesu - Panie Jezu Chryste, Królu chwały..
Latem 1791 roku, Mozart otrzymał od tajemniczego posłańca, niepodpisany list - anonimowy zleceniodawca zamówił u kompozytora mszę żałobną. Podejmowanie prób w celu ustalenia nazwiska zamawiającego posłaniec określił jako niemożliwe i bezcelowe. Kiedy to się działo, Mozart, miał zaledwie 35 lat, ale był już bardzo chory - wiedział, że odchodzi. Okazało się, że tajemniczy posłaniec był posłańcem śmierci.
Mozart przerywał komponowanie Requiem tworzeniem "Zaczarowanego fletu" - tym bajecznym oderwaniem się od okrucieństw świata, od czekającego końca. Mimo postępującej choroby wrócił do pisania mszy. Czy czuł, że pisze ją dla siebie? Czy wierzył, że pokona los, że będzie żył dalej?
Każdy z tych żołnierzy na plaży "Omaha" też żył taką nadzieją - żył nadzieją, choć wiedział, że śmierć unosi się tak blisko.

10. Hostias - wejrzyj łaskawie na nasze ofiary..
Dziś na naszej, helskiej "plaży Omaha" inscenizacja była pogodna i wesoła. Wokół niezmierzone tłumy skąpo odzianych turystów, świetnie grający broniących się i atakujących żołnierzy aktorzy-amatorzy, spadochroniarze nagradzani brawami za celne lądowania - nic z wojny, choć wojnę odtwarzano. Słyszało się opinie starszych widzów, że choć widowisko piękne, to niedobrze bawić się w wojnę - oni to przeżyli i nigdy nie pozbędą się traumatycznych wspomnień.

11. Sanctus - Święty, Święty Pan Bóg zastępów..
Słuchacze coraz bardziej dają się ponieść nastrojowi. Wyczuwa się ten drapieżny ptasi profil kostuchy, która nielubiana, lecz wszechobecna zbliża się do nas z każdą chwilą, z każdą usłyszaną nutą. A muzyka potężnieje i unosi w wieczność.

12. Benedictus - Błogosławiony, kto przychodzi w imieniu Pana..
Porywający, niesamowity kwartet solistów - rozedrgani słuchacze dają się ponieść ponadczasowej muzyce. Każda nuta Mozarta - to dar Bożego natchnienia.
Mówicie, że nie wszystko to napisał Mozart - niech będzie. Ale ten, kto to ukończył, jest Mozartem.

13. Agnus Dei - Baranku Boży, daj im wieczne odpoczywanie..
Nasze życie jest jak ten płomyczek mrugający w wiecznej lampce nad ołtarzem.
Coraz bliżej jest koniec, zamknięcie wszystkiego. Jak ta klamra od pasa "Gott mit uns", która dla niektórych była nadzieją i przebaczeniem, a dla wielu stała się jedynym nagrobkiem, Bóg czeka na nas u bram.

14. Lux aeterna - Niech im świeci światło wieczności..
Kończy się najwspanialszy utwór sakralny Wolfganga Amadeusza Mozarta, jego ostatnia, niedokończona kompozycja, dzieło wyjątkowe, otoczone legendą, w której dziś trudno już oddzielić wydarzenia autentyczne od mitu.
Jeszcze bisy, kończy występować brawurowo śpiewający chór, milkną tony wspaniałej muzyki, w grzmocie oklasków wychodzą soliści z dyrygentem, milkną w końcu i nieustające brawa, znikają czarne stroje artystów..

Za progiem kościoła czeka na nas życie. Jeszcze...

Władysław Szarski
[© Władysław Szarski]
do góry