"Helska Bliza" (Numer 9 (218)19.5.2005)

DESZCZOWY START HELSKIEGO MUZEUM

Po miesiącach przygotowań i wytężonej pracy, nasze nowe helskie Muzeum Obrony Wybrzeża zaprasza odwiedzających. Otwarcie odbyło się po cichutku, bez przecięcia wstęgi i przemówień - tę uroczystość chcemy zachować na początek sezonu turystycznego. Mimo wytężonej pracy wszystkich osób przygotowujących ekspozycje - zakres prac okazał się większy niż środki i możliwości fizyczne osób tworzących Muzeum. Gotowe są zaledwie nieliczne z przygotowywanych wystaw, wiele materiałów i eksponatów czeka w kolejce na opracowanie. Zdecydowano jednak, że nie można odprawiać z kwitkiem tak wielu chętnych, stukających codziennie w pancerne bramy Muzeum i trzeba udostępnić to, co już jest gotowe do pokazania.

Od soboty 29 kwietnia wrota Muzeum otworzyły się więc szeroko dla zwiedzających.
Rano do Muzeum zawitał nabywca pierwszego biletu, pan Piotr Ambroziak z Warszawy 5-letnim synem Piotrem. Po wręczeniu mu pakietu folderów informacyjnych o Muzeum został on z honorami oprowadzony po całym obiekcie. Mimo chłodu i deszczowej pogody przygotowane przy szosie parkingi błyskawicznie się wypełniły i trudno nawet powiedzieć, ile osób zrezygnowało z wizyty, gdyż nie miało się już gdzie się zatrzymać. W majowe święte wstęp dla Helan był darmowy, a ponadto 1 maja Burmistrz Helu zorganizował darmowe dojazdy autobusem. Zainteresowanie było jednak tak ogromne, że na autobus czekały pod ratuszem tłumy, a dostanie się do środka dla wielu okazało się niemożliwe. Wielu ludzi jechało także na rowerach, całe karawany szły do Muzeum pieszo. Liczba zwiedzających przekroczyła nasze najśmielsze oczekiwania - choć. była zgodna z cichymi marzeniami. Przez 4 godziny wszyscy zainteresowani turyści mogli obejrzeć Muzeum bezpłatnie.
Dwie monstrualne budowle - pancerne bunkry największej i niepowtarzalnej baterii artylerii stałej na świecie - przyciągały zarówno osoby interesujące się militariami jak i zwykłych ciekawskich.
Przewodnicy w Muzeum - w te pierwsze dni całkowicie bezpłatni, udzielali zainteresowanym wszechstronnych objaśnień. Wielu ludzi krępowało się zagadnąć jako pierwsi, ale gdy tylko któryś z przewodników zaczął odpowiadać na pytania, zainteresowani natychmiast tworzyli grupę i towarzyszyli w dalszym zwiedzaniu.
Pojawiła się nadspodziewanie spora liczba ludzi, przedstawiających się jako zawodowi przewodnicy wycieczek. Kilku z nich, niestety, popisało się taką ignorancją i lekceważeniem historii z zakresu wiedzy szkolnej, że po ich odejściu długo nie mogliśmy przyjść do siebie - biedni są turyści, którym oni napchają głowy swymi pseudowiadomościami!
Największym zainteresowaniem - oprócz samego obiektu, który jest naprawdę czymś niesamowitym, były zaaranżowane już wystawy - zarówno odtwarzające historyczne pomieszczenia bunkra mieszkalnego, jak i dotyczące polskiej obrony Wybrzeża w 1939 roku i helskich bohaterów tych 32 dni.
Nawet z pozoru nieciekawe i puste zakamarki bunkra, po objaśnieniach przewodników były szczegółowo oglądane i fotografowane.
Wielkim problemem pierwszych dni okazała się deszczowa pogoda i jej konsekwencje. We wnętrzach było zimno, para buchała każdemu kłębami z ust. Bardzo prędko skraplająca się woda zaczęła spływać po ścianach. Starannie wykonane i przygotowane plansze zaczęły się marszczyć, niemal słychać było jak rdza chrupie wszystkie metalowe elementy..
Muzeum nie stać na ogrzewanie i suszenie tak wielkich pomieszczeń, tak że z tym problemem będzie walczyć jeszcze długo. Na szczęście, już 3 maja, gdy wyjrzało słonko i wysechł las - wyschły także ściany bunkra i można było z nadzieją spojrzeć w przyszłość.
Skończyły się dni majowe, zmalał strumyczek zwiedzających. Zmalał - lecz ciągle nie wysycha! Każdego dnia w każdej godzinie leśną drogą do Muzeum idą ludzie, zażywając przy okazji pięknego, spokojnego, leśnego spaceru. Troską Zarządu Muzeum jest teraz przygotowanie wystaw przed sezonem letnim i poważne rozpatrzenie problemu zbyt ciasnych parkingów. Na to ostatnie potrzeba, niestety, dalszych nakładów. Cieszymy się ze zrozumienia i wsparcia naszych inicjatyw przez władze Miasta. Liczymy na indywidualnych sponsorów, których już sporo się zgłosiło, a także na pomoc ludzi, którzy chcieliby pomóc w porządkowaniu terenu.
Poza działaniami na miejscu, w Helu, Zarząd Muzeum aktywnie propaguje istnienie tej placówki w kraju i za granicą, używając wszelkich dostępnych kanałów i znajomości osobistych - a te znaczą czasem więcej niż pieniądze. Zarząd stara się także o przychylność władz wojskowych, niezbędną dla przejęcia wielu egzemplarzy sprzętu wojskowego przeznaczonych do złomowania lub sprzedaży w prywatne ręce. W planach Muzeum jest ogrodzenie terenu i zorganizowanie z czasem wystawy plenerowej różnorodnego sprzętu wojskowego, podobnie jak to ma miejsce przy Klubie Garnizonowym. Gdyby przekształcenia w helskim garnizonie miały spowodować likwidację "militarnego ogródka" lub będącej obok "Izby pamięci", Muzeum zobowiązuje się przetransportować znajdujące się tam wszystkie zabytki militarne i zapewnić im należyte miejsce w naszych ekspozycjach. Wielką szkodą byłoby, gdyby to, co jest, miało zniknąć bezpowrotnie, a tak się niestety często przy różnych reorganizacjach dzieje.
Zwracamy się tutaj do byłych wojskowych, którzy posiadają stare zdjęcia, plakaty, regulaminy czy inne "niepotrzebne nikomu" rzeczy o przekazanie ich do naszego, helskiego Muzeum - tu znajdą szacunek i uwagę zwiedzających na długie lata.
Sam przetrząsnąłem porządnie swój dom - i aż się zdziwiłem, ile rzeczy, które poniewierały się po jakichś kątach, znalazło nagle swoje honorowe miejsce w Muzeum!
Są zbieracze-kolekcjonerzy, którzy zbierają wyłącznie dla siebie, których najczęściej powtarzanym tekstem jest: "nie dam, to moje!"
Nie potępiam ich - taki mają charakter i już, ale po cichu uważam, że ich zbiory nikomu pożytku nie przynoszą. A tu na przykład moje stare krzesło zyskało drugą młodość - przyciąga teraz w Muzeum uwagę zwiedzających, nie ze względu na swoją urodę czy zabytkowość - ale dlatego że pasuje do klimatu ekspozycji i co druga osoba chce zrobić sobie na nim zdjęcie.
Stare przedmioty, narzędzia, nawet sprzęty użytku domowego - mogą albo skończyć na śmietniku, albo w chwale być eksponowane w muzeach. Jaki wariant, Państwo, wolicie? A może jednak warto zajrzeć na strych i pogrzebać w zakurzonych szpargałach?

Władysław Szarski
[© Władysław Szarski]
do góry