"Helska Bliza" (Numer 6 (215)24.3.2006)

DAR BOGÓW - OTOCZONY MORZEM

Jest takie miejsce, do którego chce się zawsze powracać, za którym wciąż się tęskni, i które ciągle zachwyca. Tajemnicze, niezbadane, niezmierzone - to właśnie helski las. Otoczony nieustannie huczącym morzem śpi wielki, cichy i tajemniczy. Wystarczy zejść kilkaset metrów z plaży, gdy nagle głos morza cichnie, jakby ktoś wyłączył wiatr i bijące o brzeg fale.
"Cisza to rzecz wielka - dar bogów i raj - oto, czym jest cisza" - jak pisał Michaił Bułhakow w swoich rewelacyjnych "Notatkach na mankietach".
Cisza lasu nie jest wcale pozbawiona dźwięków. To nie jest cisza absolutna, ale jakże kojąca. Słychać tu spokojny, choć potężny, szum, idącego gdzieś górą wiatru, czasem odezwie się jakiś ptak, cykają świerszcze na rozgrzanych słońcem polanach, bzykają niezliczone owady. Tak, las helski to miejsce szczególne. Tu można dostrzec w locie łabędzie i wszelkie ptaki przelotne. Tu można spotkać wędrujące spokojnie stadka dzików.
Powietrze jest czyste i zdrowe, a miejsce jest przyjazne człowiekowi i godne podziwu.
Przez ten las przebiegały fronty ostatniej krwawej wojny, potem tenże las tajnie, latami zbrojono, aby stał się lasem ognia i zagłady dla ówczesnego wroga z Zachodu,
Tu jest enklawa tysięcy zawikłanych, wydeptanych przez nieznane stopy ścieżek, tu poza najbardziej uczęszczanymi drogami z rzadka spotka się człowieka.
Helanie przywykli, że las jest ich, ale nie doceniają tego, jak bardzo. Tu nie ma za lasem sąsiednich wsi, nie ma, prócz jednej, dróg, którymi mógłby nadciągnąć nieznany przechodzień - naokoło jest nieprzebyta bariera morza. Jakiż z lasów może się takim ogrodzeniem poszczycić?
Tu, choć to sam środek morskiej krainy, lasowi grozi inny żywioł - ogień. Zasiany przez bezmyślnych lub zbrodniczo głupich ludzi jakże łatwo wymyka się spod kontroli, jakże szybko jest w stanie spopielić to, co tworzyło się przez całe pokolenia, jak momentalnie przeobraża leśne zakątki z oazy spokoju w szalejące piekło. Ileż to już razy strażacy z całego półwyspu gasili pożary. Ileż to już razy przyroda brała się do zabliźniania zadanych jej ran.
A drzewa rosną latami..
Ten las do dziś przegradzają dziesiątki kolczastych płotów... Spod cieniutkiej warstwy leśnej ściółki często ukazują się świadkowie historii - najczęściej niestety tej zabójczej - pociski, granaty, amunicja.
Coraz to w czasie spaceru odkrywamy nowe umocnienia zapomniane przez czas. Tony betonu wlane w piasek, utopione w nim i porzucone ogromne kwoty i nieskończone godziny ludzkiego trudu.
Czasem się wydaje, że zaraz usłyszymy dziarskie wojskowe komendy i zza osłony liści ukaże się grupa żołnierzy obsadzająca porzucone pozycje. Że w szczelinie obserwacyjnej bunkra błyśnie nagle obiektyw lornetki, że znajdziemy się w czasie, który przeminął.
Drzewa, które jak na ironię losu ocaliła częściowo okrutna wojna - zawierają w sobie, podobno, tyle stalowych odłamków, że niszczyły piły tartaczne i dlatego unikano ich wycinki. Te najsłabsze i niemające szczęścia powaliły wielokrotne sztormy, uderzające nagle z nieopanowaną mocą i kładące pasy drzew, zostawiając czasem tuż obok nietknięte wyspy zieleni.
Ten wspaniały las nie powstał sam. Za czasów władania Gdańska na Helu, nikt się wydmami nie zajmował. Była to wtedy piaszczysta pustynia, z rzadka porośnięta trawami zrywanymi i przemieszczanymi przez szalejące swobodnie żywioły.
W 1883, a więc ponad 120 lat temu, rząd pruski odkupił od miasta Gdańska 1600 ha lasu między Helą a Borem. Rozpoczął się wielki program przekształcania przyrody. Wydmy zalesiano naukowo, dzieląc je na kwadraty, a potem siejąc najpierw trawy piaskowe, a następnie sadzonki - przede wszystkim sosen. Program zalesiania, - choć długi i kosztowny udał się znakomicie.
To dzięki temu - i dzięki tym wielu latom na Helu nie szaleją już piaskowe burze zasypujące domy i walczące o życie rośliny. Przez lata powstał las wielki i bogaty, - choć tak często niedoceniany, niszczony i zaśmiecany. Za roślinami w lesie pojawiły się i zwierzęta - spotkać tu można prócz dzików lisy, zające i jeże, nie wspominając już o niezliczonej ilości drobnych gatunków.
Las daje schronienie tym, którzy zwłaszcza w tłocznym sezonie chcieliby wyrwać się z miejskiego gwaru, chcieliby odetchnąć ciszą i spokojem. Nikt chyba tak dobrze nie zna lasu jak ci, którzy z niego, choć w części żyją - grzybiarze i zbieracze jagód. Dawniej zapuszczający się w ryzykownych wyprawach na zakazane wojskowe tereny, dziś już spokojniej odwiedzają leśne ostępy w poszukiwaniu tych najsmaczniejszych darów lasu.
Kiedyś przyjechała do nas rodzina z Belgii z dwojgiem dzieci, które w polskim lesie były po raz pierwszy. U nich większość lasów jest prywatna i niedostępna. Kiedy zobaczyły bogate jagodziska, przyleciały do nas z tysiącem pytań; czy to się je? a czy to dobre?, a czy można zjeść?, a czyja to własność? Po chwili poddały się już szaleństwu zbierania, równemu chyba tylko gorączce złota. Cała rodzina zgięta w pół penetrowała okolicę i tylko ja rozleniwiony pięknym słońcem i rozgrzanymi polankami ułożyłem się wraz z psem w trawie i zażywaliśmy we dwóch rozkoszy relaksu i spokoju. Nad nami szumiały korony drzew i przesuwały się chmury, nigdzie nam nie było spieszno. A po wielu godzinach tylko fioletowe buźki szczęśliwych dzieci mówiły, jak spędziliśmy dzień.
Gdy słońce jest zbyt ostre, żeby wytrzymać na plaży, lub przeciwnie, gdy - słońce schowało się na chwilkę i mży kapuśniaczek - nie ma nic piękniejszego niż taki relaksujący spacer leśnymi dróżkami, niż odkrywanie, dokąd wiodą, co przy nich się znajduje, jak piękny widok czasem się odkryje. Wzgórza spalone słońcem, polanki, wrzosowiska, labirynty kosodrzewiny, zaciszne zagajniki i zacienione bagienka, piękne wysokie drzewa..
Ale las, żeby cieszył swym pięknem wymaga szacunku i miłości. Nie zapominajmy o tym!
Tu, w helskim lesie rzeczywistość jest piękniejsza od marzeń o ciszy, spokoju i odpoczynku.

Valle
[© Władysław Szarski]
do góry