"Helska Bliza" (Numer 11 (199)27.5.2005)

LISTY...

O helskim Szpitalu

Byłem właśnie w trakcie lektury "Suchego doku" - świetnej opowieści Karola Olgierda Borchardta o jego pobytach w szpitalach (ze świetnej książki "Kolebka Nawigatorów") - gdy ślepy los zawiódł mnie znienacka prosto z ulicy do helskiego szpitala...
Zaskoczyła mnie sympatyczna i fachowa obsługa - od lekarza przez śliczne i przemiłe pielęgniarki aż do uśmiechniętych i uczynnych salowych - opieka tak krańcowo różna od tej nie tylko w paskudnych i odczłowieczonych wielkomiejskich szpitalach, ale nawet od szpitali w Pucku i Wejherowie - co ciągle powtarza mi mój współtowarzysz niedoli, bywalec wielu szpitali. Spokój, cisza - odpoczywam i staram się wracać do zdrowia - mam czas na pisanie i ułożenie sobie w głowie minionych dni z pobytu w Helu. O czwartej rano budzi mnie łagodnie przepiękny ptasi koncert przerywany czasem niestety basowym dudnieniem dieslowskiej lokomotywy z pobliskiego dworca PKP.
Wokół szpitala biwakuje kilkanaście sympatycznych i bynajmniej niewychudzonych kotów - to także pomaga radzić sobie z samotnością i nagłym oderwaniem od bliskich. Ilekroć wyjrzę przez okno czy wyjdę do parku, okalającego szpital, widzę koty, które leniwie i starannie się myją, a kiedy gdzieś przysiądę - bez strachu podchodzą po odrobinę pieszczot.
W szpitalu bardzo czysto - sprząta się nawet w niedzielę. W przeciwieństwie do wspaniałego personelu - sam budynek szpitala i jego instalacje są w stanie tragicznym. Cieknie dach, fasady i stropy, pękają i odpadają tynki. Toalety, choć czyste, są jedną wielką awarią i wołaniem o remont. Cóż, wynika to z nieustalonego ciągle statusu szpitala - już kilka razy chciano go zamknąć z braku środków i z powodu sytuacji w naszym Wojsku i Służbie Zdrowia. Szpital w tak atrakcyjnej miejscowości wczasowej jaką jest Hel, a jednocześnie w miejscu bardzo odległym od innych szpitali - jest rzeczą absolutnie niezbędną. Nie dodam nawet ile osób w Helu ma dzięki niemu pracę - bo ważniejsze jest ilu osobom ocalił on zdrowie, a nawet życie...
Kilka razy dziennie widzę, jak karetki pogotowia czy rodziny przywożą tu ludzi oczekujących nagłej pomocy, ludzi w pilnej potrzebie - i już samo powitanie w Izbie Przyjęć uspakaja chorych i pozwala im z nadzieją oczekiwać wyzdrowienia...
Byłoby niewybaczalnym błędem, gdyby z powodu ogólnej mizerii finansowej zlikwidować ten "niepotrzebny" szpital. Jego brak w tym właśnie miejscu zaowocowałby wkrótce wieloma ludzkimi tragediami, a próby późniejszego odtworzenia tego, co raz się zniszczyło, są bardzo trudne, kłopotliwe i niewyobrażalnie kosztowne...
Gdyby Ci Wspaniali Ludzie z helskiego szpitala rozproszyli się, to kto ponownie zgromadzi taki zespół? Jak odtworzy dobre tradycje?
Żyjemy w czasach, gdy niemal nikt nie ma pieniędzy, ale nie może to być powodem, żeby zmarnować, zatracić, sprzedać to - co jeszcze mamy wspaniałego i niezbędnego...

Władysław (Valle) Szarski
[© Władysław Szarski]
do góry