|
Byłem właśnie w trakcie lektury "Suchego doku" -
świetnej opowieści Karola Olgierda Borchardta o jego pobytach w
szpitalach (ze świetnej książki "Kolebka Nawigatorów") - gdy ślepy los
zawiódł mnie znienacka prosto z ulicy do helskiego szpitala...
Zaskoczyła mnie sympatyczna i fachowa obsługa - od lekarza przez
śliczne i przemiłe pielęgniarki aż do uśmiechniętych i uczynnych
salowych - opieka tak krańcowo różna od tej nie tylko w paskudnych i
odczłowieczonych wielkomiejskich szpitalach, ale nawet od szpitali w
Pucku i Wejherowie - co ciągle powtarza mi mój współtowarzysz niedoli,
bywalec wielu szpitali. Spokój, cisza - odpoczywam i staram się wracać
do zdrowia - mam czas na pisanie i ułożenie sobie w głowie minionych
dni z pobytu w Helu. O czwartej rano budzi mnie łagodnie przepiękny
ptasi koncert przerywany czasem niestety basowym dudnieniem
dieslowskiej lokomotywy z pobliskiego dworca PKP.
Wokół szpitala biwakuje kilkanaście sympatycznych i bynajmniej
niewychudzonych kotów - to także pomaga radzić sobie z samotnością i
nagłym oderwaniem od bliskich. Ilekroć wyjrzę przez okno czy wyjdę do
parku, okalającego szpital, widzę koty, które leniwie i starannie się
myją, a kiedy gdzieś przysiądę - bez strachu podchodzą po odrobinę
pieszczot.
W szpitalu bardzo czysto - sprząta się nawet w niedzielę. W
przeciwieństwie do wspaniałego personelu - sam budynek szpitala i jego
instalacje są w stanie tragicznym. Cieknie dach, fasady i stropy,
pękają i odpadają tynki. Toalety, choć czyste, są jedną wielką awarią i
wołaniem o remont. Cóż, wynika to z nieustalonego ciągle statusu
szpitala - już kilka razy chciano go zamknąć z braku środków i z powodu
sytuacji w naszym Wojsku i Służbie Zdrowia. Szpital w tak atrakcyjnej
miejscowości wczasowej jaką jest Hel, a jednocześnie w miejscu bardzo
odległym od innych szpitali - jest rzeczą absolutnie niezbędną. Nie
dodam nawet ile osób w Helu ma dzięki niemu pracę - bo ważniejsze jest
ilu osobom ocalił on zdrowie, a nawet życie...
Kilka razy dziennie widzę, jak karetki pogotowia czy rodziny przywożą
tu ludzi oczekujących nagłej pomocy, ludzi w pilnej potrzebie - i już
samo powitanie w Izbie Przyjęć uspakaja chorych i pozwala im z nadzieją
oczekiwać wyzdrowienia...
Byłoby niewybaczalnym błędem, gdyby z powodu ogólnej mizerii finansowej
zlikwidować ten "niepotrzebny" szpital. Jego brak w tym właśnie miejscu
zaowocowałby wkrótce wieloma ludzkimi tragediami, a próby późniejszego
odtworzenia tego, co raz się zniszczyło, są bardzo trudne, kłopotliwe i
niewyobrażalnie kosztowne...
Gdyby Ci Wspaniali Ludzie z helskiego szpitala rozproszyli się, to kto
ponownie zgromadzi taki zespół? Jak odtworzy dobre tradycje?
Żyjemy w czasach, gdy niemal nikt nie ma pieniędzy, ale nie może to być
powodem, żeby zmarnować, zatracić, sprzedać to - co jeszcze mamy
wspaniałego i niezbędnego... |